Śnieżyca w Saksonii

  Mamy zimę, jest początek tygodnia - oczywistym więc się wydaje, żeby poczytać, co nowego na zawodach w narciarskim biegu na orientację. Jak zwykle, pościgać wybrał się w miniony weekend Radek Jaroszek (w towarzystwie Agi Lisewskiej, zresztą); tym razem do NIemiec. Jak się łatwo domyślić, tamże rozgrywana była kolejna runda Pucharu Czech - oraz Puchar i Mistrzostwa Niemiec, przy okazji. Wrażenia z podróży, jak również zwyczajowy fotoreportaż, poniżej:

 
 Niestety, po smakowitych zawodach w austriackim Ramsau, przyszła pora na obniżenie standardów - pogodowych i organizacyjnych. W czesko-niemieckim Zinnwald przeboje zaczęły się jeszcze przed startem, gdy na drodze dojazdowej auta tonęły w śniegu. Później ten sam mokry, kopny, śnieg przeszkadzał podczas sprintu co skończyło się licznymi spotkaniami twarzą w twarz ze śniegiem. Ostatnie z owych spotkań poskutkowało, niestety, rozkładem mapnika na części pierwsze - musiałem ukończyć bieg z blatem w ręce.

Generalnie sprint był średnio przyjemny, co widać po wynikach (14ta lokata na 29 zawodników). Jeszcze tego samego wieczoru odbył się nocny sprint-scorelauf ze startu masowego. Już sama nazwa zwiastuje niezłą jazdę, którą urozmaiciła jeszcze śnieżyca. Poskutkowało to delikatnie rzecz biorąc brodzeniem w śniegu po omacku. Nie mam pojęcia, jakim cudem goście zrobili to tak szybko.

Trasa niedzielnego longa była już całkiem fajna. Lepszy teren i przygotowane jakkolwiek trasy sprzyjały rywalizacji. Niestety plany podboju podium popsuły dwa błędy nawigacyjne i missing point w postaci setki-ostatniego pk przed metą :p . Czasowo bardzo przyzwoicie, bo prawie jedna trzecia przebiegów była poniżej 5tej lokaty. Generalnie do połowy drugiej pętli szedłem na 7me (na 38) miejsce :) Szkoda.