Rakietowe pożegnanie zimy

  Jeszcze w górach alarmy lawinowe, jeszcze sypnie czasem śniegiem - ale w zdecydowanej większości kraju zima to już temat miniony. Kwiaty kwitną, ptaki wracają, motylki się pokazują... No, ale tam, wyżej - jeszcze bywa biało. O czym donoszą nasi koledzy z Beskidów (życzliwie, oczywiście). Tym razem krótka, za to ilustrowana, opowieść Maćka Pońca o spacerach na rakietach w masywie Pilska:

 

      ..." za śniegiem panie , za śniegiem "

       Gdy po raz drugi w ciągu jednego tygodnia wybieraliśmy się explorować zbocza Pilska na rakietach śnieżnych, najbliższa rodzina zadawała pytanie " po co tam znowu jedziecie ??"
Odpowiedziałem wtedy, modyfikując cytat z wieszcza, tekstem z tytułu tego sprawozdania .
Jako, że bardzo lubię śnieg a rzeczony stopniał już u nas na dzielni w połowie lutego, stęskniony, postanowiłem wybrać się na rakiety w okolice Pilska. Startowaliśmy z przełęczy Glinne  i słowacką stroną podchodziliśmy na szczyt po drodze dosiadając Konia ( nazwa szczytu :). Na dole było ok 5 cm świeżego śniegu , na szczycie ok 25 .Generalnie, sądząc po zupełnie zasypanych kosodrzewinach, które porastają partie przedszczytowe, wnioskuję, że na szczycie jest ok 2 m białego puchu. Pogoda dopisała , piękne słońce i widok na Tatry. Dystans 15 km i ok 900 m w pionie.
      Kolejna wycieczka to już bardziej trening z moim kolegą timowym Piotrem.
Początek podobny tylko omijamy Konia i zagłębiamy się bardziej na wschód i atakujemy szczyt jeszcze bardziej od słowackiej strony. Tym razem śniegu jest jeszcze więcej, ale pogoda już inna - bez słońca i około minus 6 stopni.
 Na szczycie mgła, która uniemożliwia się nam namierzyć na Mechy - szczyt na wschód od Pilska. Wyciągam kompas i ustalam kierunek marszu . Na szczęście po ok 20 min  chmury się nieco rozwiewają i widzimy, że  "rzuciło" nas na lewo , korekta kierunku i idziemy dalej. Na Mechu piękne słońce, robimy parę fotek i zaczynamy strome zejście do doliny Raztoki . To tam najczęściej gubią się turyści i narciarze którzy postanawiają sprawdzić teren  poza szlakiem. Osiągamy poziom potoku i zaczynamy podejście na Mincol następnie znowu w górę na Muńczolik i dalej już szlakiem do schroniska na Hali Miziowej. Tam w nagrodę piwko (niestety, było tylko Tyskie) i wracamy do samochodu. Tym razem nogi już zmęczyliśmy - dystans 26 km i 1520 m w pionie.
Wczoraj na Pilsku znowu sypał śnieg więc jak znam siebie to zaliczę w tym miesiącu tryptyk górski w okolicach Pilska na rakietach - Polecam . 

P.S.

Maciek podesłał tekst w piątek, więc nie wiem, jak z tym tryptykiem. Ale i tak zazdra... Zresztą - zobaczcie sobie sami, poniżej.