EMTBOC oczami tajemniczego świadka

  Mistrzostwa Europy w MTBO to już historia, ale: obiecywaliśmy do tej imprezy powrócić, po wtóre zaś - właśnie na stronie PZOS ukazała się entuzjastyczna relacja z tych zawodów. Poza tym, że było fajnie, można się z niej dowiedzieć i tego, że poprzednie ME, rozgrywane w Polsce, odbyły się w 2016 roku w okolicach Warszawy. Co skłania do wniosku, że dla postronnych widzów musiały byc jeszcze lepiej zakonspirowane, niż te tegoroczne - bo nikt ich nie widział. Starsi ludzie pamiętają, że były takie w 2006, ale - kto by tam im wierzył. Wracając jednak do EMTBOC 2019; poniżej relacja jednego z uczestników. Nie wymieniam z imienia i nazwiska, bo z ustaleniem tychże (posiłkując się listami startowymi i wynikowymi) były niejakie problemy; może Jarosław, a może Radosław? Ale, to się przecież zdarza w przypadku kadrowiczów - sam mam zawsze kłopot, pisząc o występach Marcina Olejnika czy Bogdana Pawlaka.

  Zatem - czas na relację: 

Jakiś czas temu, bo 7-10 czerwca, odbyły się pod Wrocławiem Mistrzostwa Europy w MTBO/RJnO (jak kto woli). Konkurencje były następujące:
-Sztafety trójzmianowe
-Sprint
-Start masowy

 Zaczynając od generalnego podsumowania zawodów; nie sposób zapomnieć o delikatnym zamieszaniu w trakcie całej imprezy. Większych wpadek co prawda nie zanotowałem, ale sposób organizacji zawodów pozostawiał trochę do życzenia tu i tam. Zaczynając od odpraw trenerskich na trasach kończąc. Z tego, co mi wiadomo, dosyć ważne elementy imprezy, takie jak obsługa SportIdenta lub miejsce rozgrywania zawodów, zostały zmodyfikowane na ostatnią chwilę co mogło przynieść trochę zamieszania. Co do tras, dało się odczuć, że były budowane przez biegacza.

Popierając przykładem, kolarze potrzebują chociażby trochę więcej miejsca na rozgrzewkę niż biegacze, o czym organizatorzy, wydawałoby się, zapomnieli. Rozmieszczenie pk i możliwości wariantowe też czasami podchodziły bardziej pod biegi niż rowery. Przyczepić by się można było jeszcze do delikatnie podejrzanego losowania kolejności startowej na starcie masowym - jakimś dziwnym trafem wszyscy Polacy startowali solidarnie z ostatniego rzędu. Może to względy gościnności...?! Mimo wszystko - przyznaję, że impreza była całkiem przyjemna.

 Polska reprezentacja, z wieloma młodymi adeptami na pokładzie, walczyła tak dzielnie jak tylko mogła, a jak mogła - widać na magicznych listach z wynikami. Zostawiam jednak wyniki innych i skupiam się na tych, na które miałem jakiś wpływ.
 Na sztafetach sytuacja po drugiej zmianie niespecjalnie zmuszała do walki na śmierć i życie i chociaż starałem się jak mogłem, wyszło jak zawsze. Kilka dziwnych wariantów i niewidzialne ścieżki poskutkowały tym, że wolałbym nie rozpamiętywać tego startu zbyt długo. Na sprincie znowuż dwa warianty przez ''Kilimanjaro'' (biegi przez górkę zamiast jazda dookoła) i kilkunastosekundowy błąd w końcówce poskutkowały stratą jakichś 90 sekund. Na sprincie można już w tym momencie zapomnieć o dobrym wyniku. Start masowy był już dla mnie bardziej pomyślny, nawet mimo wściekłej przepychanki na starcie i dwóch nienajlepszych wariantów. Ostatecznie uplasowałem się na 30. pozycji z czasem 78:05 i stratą poniżej 6 minut do pierwszego.

Do całego tego czarno-białego bełkotu załączam kilka kolorowych fotek i map ze startów ;) Wyniki dla odmiany można prześledzić tutaj: http://emtboc2019.pl/live/