Klasyk po skandynawsku

  Bardzo dobrze zaprezentowali się Polacy podczas pierwszej kokurencji MŚ w Biegu na Orientację, rozgrywanych w Norwegii. Na longu cała czwórka naszych reprezentantów wypadła udanie; Michał Olejnik był 28. Ola Hornik - 30., Hanna Wiśniewska - 33 a Kuba Drągowski - 37. Ktoś powie - a co to za wyniki, przecież kiedyś było lepiej. Ba, kiedyś... Moim zdaniem - na dzisiaj to były naprawdę udane występy, choć pewnie każde z zainteresowanych powie, że mogło być lepiej. Ale - powtórzę - z mojego punktu widzenia lokaty w trzeciej i czwartej dziesiątce były dobrymi wynikami; zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, gdzie impreza się odbywa. Wiadomo było, że u siebie Skandynawowie nie będą zbyt gościnni - i to się sprawdziło idealnie. 

(Norweski specjał - Olej w borowinach)

 Norwegowie bardzo liczyli na to, że Olav Lundanes będzie w stanie po raz kolejny sięgnąć  po medal na longu; przypuszczam, że obstawiając na jego zwycięstwo u bukmacherów nie można było wygrać zbyt wiele. Lundanes zrobił to, co zwykł robić na MŚ przez trzy ostatnie lata z rzędu - czyli wygrał, choć tym razem na prowadzenie wyszedł gdzieś koło 2/3 trasy. Zawodnikiem, który do tego momentu przewodził stawce, był inny Norweg. Ale nie doświadczony Magne Daehli (skądinąd sklasyfikowany ostatecznie na szóstym miejscu); o nie. Liderem - a ostatecznie zdobywcą srebrnego medalu - był aktualny mistrz świata juniorów! Kaspar Fosser ma 20 lat, potworną moc biegową i jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidywalnego - to gotów jest na długie lata zdominować rywalizację w męskiej elicie. Przesada? No, nie wiem. Nawet Tove Alexandersson, która miała bardzo płynne przejście pomiędzy wiekiem juniorskim a elitą, zaczęła "tylko" od srebra MŚ (middle) - również zdobytego w wieku 20 lat. 

(Podium Panów. Kły szczerzą - od lewej - Fosser i Lundanes)

 A propos - Tove. U Pań emocji, związanych z walką o złoto, zbyt wiele nie było. Po pierwsze - Norwegowie aż tak silnej paki, jak u mężczyzn, w damskiej elicie nie mają. Po drugie - teren określany był jako "szybki" (czyli pewnie borowiny wyżej kolan) - a to wszystko sprzyjało broniącej tytułu Szwedce. Alexandersson - podobnie, jak Lundanes - zdobyła złoto MŚ na dystansie klasycznym po raz czwarty z rzędu. Też wyprzedziła rodaczkę (Lina Strand) - tyle, że z przewagą ponad sześciu minut... Z innych podobieństw - brązowe medale zdobyli Szwajcarzy (Daniel Hubmann i ubiegłoroczna mistrzyni świata juniorek, Simona Aebersold). Z innych różnic - Tove ma szansę na złoto także za rok, podczas MŚ w sprincie. W przypadku Lundanesa byłoby to znacznie bardziej zaskakujące...

(Tove. Znowu)

 Ale o tym za rok; na razie przed nami kolejne konkurencje "leśnych" MŚ w Norwegii. Dzisiaj - middle (przez kwalifikacje przeszli Hanna Wiśniewska, Ola Hornik i MIchał Olejnik); w sobotę - sztafety. Wszystko można podglądać na stronie zawodów; zaprawdę - warto. 

(I Hanka na dobry koniec; wszystkie fotografie za strony organizatorów)