Rowerowe biegi w Nawojowej Górze

W dniach 12-13.10.2019 odbyła się w Nawojowej Górze ostatnia rowerowa rywalizacja z kalendarza CTZ. Nie wiem jak to robią organizatorzy, ale kolejny raz była zamówiona przez nich super pogoda idealna do jazdy na rowerze. Było słońce i jak na połowę października bardzo ciepło. Zupełnie inne warunki niż 2 tygodnie temu w Niemczech.

W sobotę rano w owocowo brzmiącej okolicy Brzoskwinia ścigaliśmy się na dystansie sprinterskim. Ślad z mojego przejazdu i przy okazji ujawnienie ściśle tajnej mapy poniżej:

Początek jazdy lekko w dół, a później pierwszy z wielu tego dnia podjazdów. PK 2 stał na sąsiedniej ścieżce (względem głównej drogi), ale wiele osób szukało tej ścieżki dużo dalej. Do PK 3 popełniłem szkolny błąd - skręciłem za wcześnie, pomknąłem w dół (wg mapy nie wynika, że jest tam spory zjazd) i gdy ścieżka się skończyła zrozumiałem ten błąd. I co teraz? Wracać na górę i potem ponownie w dół? Uznałem, że to bez sensu i ciąłem skrajem pola do właściwej ścieżki. Żeby stracić jeszcze więcej czasu to zacząłem podchodzić do ... PK 5. Na szczęście szybko ogarnąłem się i zacząłem jechać już normalnie, tzn. zgodnie z numeracją i w miarę optymalnymi wariantami. Przy PK 6 coś ścieżki lekko nie współgrały z mapą, ale nie sprawiło mi to większych trudności. PK 7 był po drugiej stronie szerokiego wąwozu więc uznałem, że do właściwej ścieżki udam się wyjątkowo najkrótszą drogą. Do podobnego wniosku doszedłem kierując się do PK 8 - teren był na tyle dziwny (dużo gałęzi, krzaków, podchodzenia), że ten fragment pokonałem bez wsiadania na rower (to takie pierwsze nawiązanie do tytułu). Dziwna sytuacja była z PK 10. Czytając mapę uznałem, że można do niego dojechać od dna wąwozu, jednak w rzeczywistości musiałem sporo wdrapać się na górę co wcale nie wynika z mapy. Na dodatek ścieżką, której nie było na mapie. Dalej do mety już bez większych historii. Czas przejazdu zbliżony bardziej do dystansu średniego niż sprintu. Teren ciekawy, trasa też ciekawa, tylko nie wiem dlaczego poziomice nie do końca pokazywały rzeczywiste ukształtowanie terenu.

Po południu powracamy do Nawojowej Góry i start na dystansie średnim. Mój ślad (i przy okazji mapa) poniżej:

Do pierwszego PK szybki zjazd. Do PK 2 wybieram wariant asfaltem, gdzie czekał spory podjazd do głównej drogi, a następnie skręt w las przy parkingu. Tylko szkoda, że tej ścieżki nie ma. Można więc zapomnieć tutaj o jeździe i pozostaje pchanie roweru na górę. A patrząc na mapę i na te poziomice widać, że dalej łatwiej wcale nie będzie. Do PK 3 jadę kawałek w miarę płasko, ale w końcu ścieżka (jedna z wielu) nieubłaganie skręca w górę, gdzie najsensowniej jest jednak pchać rower. PK 4 tym razem na dole, więc to co się wchodziło to teraz trzeba zjechać. Niestety nie jest to takie łatwe - wąska ścieżka dwukierunkowa raczej uniemożliwia zjazd na całej długości. Do PK 5 wariant asfaltowy, ale dla mieszkańców Mazowsza te podjazdy nawet asfaltem są zabójcze. Do kolejnego PK niestety nie wybieram wariantu po poziomicy tylko szybki zjazd na dół i powolne wdrapywanie się na górę, które im dalej w wąwóz stawało się coraz bardziej strome. Na dodatek na własne życzenie wybrałem sobie wdrapywanie się po bardzo stromym zboczu. Do PK 8 miałem zamiar dotrzeć dużo krótszą drogą, ale nagle znalazłem się obok PK z kodem 33 (!?). Do PK 9 znów powrót wielokrotnie jeżdżoną tego dnia ścieżką i do kolejnego PK ponownie na górę (i ponownie obok PK z kodem 33). Do PK 11 wybrałem bardzo alternatywny wariant w kierunku południowym, ale dosyć szerokimi drogami i patrząc na towarzyszy wspinaczek z rowerami ten wariant okazał się szybszy, mimo tego, że na dole zrobiłem drobny błąd - należało zjechać do końca do asfaltu ponieważ wybrana przeze mnie droga po skręcie w kierunku zachodnim okazała się mocno piaszczysta. Do PK 12 niestety wybrałem kiepski wariant. Widząc, że ciężko będzie się przeprawić na drugą stronę rzeczki wycofałem się i pojechałem mocno naokoło. Dziwnie była usytuowana meta - nie dość, że na ścieżce, do której należało ciąć przez las to jeszcze na małej ale stromej skarpie. Teren ciekawy, ale chyba zbyt ambitny jeśli chodzi o jazdę na rowerze. Bardziej jednak na bieganie bo z rowerem to w wielu miejscach było za trudno. Z założenia dystans średni powinien być trudny technicznie, a w mojej ocenie był on głównie trudny fizycznie - 3 razy byliśmy wrzucani na górę.

W niedzielę walka o medale długodystansowych Mistrzostw Polski. Mój ślad poniżej:

Start w tym samym miejscu co na średnim, więc na początek długi zjazd. Do PK 2 po krótkim zawahaniu wybieram wariant lekko naokoło, ale po asfalcie. Wg mapy PK powinno być poniżej ścieżki, którą dojeżdżam do wąwozu. Okazuje się, że nie ma tam punktu, więc uznałem, że go nie ma w ogóle i kieruję się w górę wąwozu w kierunku kolejnego PK. I nagle jest - po prostu źle został ustawiony a ja straciłem ok. 3 min. PK 3 również źle został ustawiony. Jak się okazało idealnie przeszedłem przez środek kółka a lampionu brak. Poszedłem trochę w dół ścieżki - nie ma. Wracam na górę, szukam gdzieś obok (może to nie ta ścieżka), w końcu grzybiarze naprowadzają mnie na PK, który też stał w innym miejscu. Tu też straciłem jakieś 4 min. Takie pomyłki organizatora niestety wypaczają wyniki zawodów. Do PK 4 kolejny raz wybieram dosyć alternatywny wariant - zamiast przedzierać się przez las i wąwozy wybieram wariant asfaltowy, czyli wracam przez PK 2, zjeżdżam na dół i nastawiam się na strome podjazdy. A tu niespodzianka - cały podjazd od skrzyżowania, gdzie skręciłem na południe, jest dosyć łagodny i spokojnie można jechać na rowerze. Stromo się robi dopiero przy ostatnich zabudowaniach. Do PK 5 miałem przez chwilę pomysł ciąć przez las od asfaltu, ale uznałem, że podjazd nie jest zbyt stromy i lepiej pojechać trochę naokoło. Do PK 6 wyczerpujący podjazd a później ostry zjazd. Do PK 7 wybieram wariant nadal w dół. Po wyjeździe na asfalt słyszę dziwne odgłosy z tylnej kasety, w którą wkręcił się jakiś zielony badyl. Niestety przy okazji odbadylania kasety stwierdzam bardzo niemiły dla rowerzysty odgłos - świst ulatującego z dętki powietrza. No pięknie, akurat dzisiaj (na dodatek trzynastego) nie wziąłem na trasę zapasu, pompki, łyżek, kluczy. Po prostu nic nie wziąłem. A wystarczyło tylko dojechać do mety i byłby medal ... Jeszcze szybka ocena sytuacji - dopiero 1/3 trasy (wg PK), jestem w linii prostej dokładnie najdalej od mety, zegarek pokazuje mi przejechane już 9 km, a wg mapy przede mną jedno spore wzniesienie i spore odcinki po płaskim. Podbijam jeszcze PK 7, ale jednak rezygnuję z dalszej walki - nie w tych butach i nie w tym terenie (do mety i tak szedłem 4.5 km). Później na międzyczasach widzę, że na PK 6 miałem najlepszy czas ... Trudno, taki jest sport. Trasa dużo ciekawsza, mniej "zabójcza" i więcej wariantów przejazdu.

Podsumowując - teren bardzo fajny i ciekawe trasy. Były też upominki za pierwszy dzień zawodów, co rzadko się zdarza. Brawa dla organizatorów za sprawne przeprowadzenie zawodów. Było kilka potknięć (m.in. źle ustawione kilka lampionów) co na szczęście jest łatwe do wyeliminowania przy okazji kolejnych zawodów. Górzystość terenu spowodowała też zbyt ambitne podejście budowniczego tras, zwłaszcza na dystansie średnim, gdzie spore odcinki po prostu wpychało się rower na górę. A może to jednak my jesteśmy za słabi na takie ukształtowanie terenu?

Na koniec kilka zdjęć, których autorem jest Adam Hyjek: