Wielka draka w chińskiej dzielnicy

    Ktoś pamięta jeszcze tamten film z Kurtem Russellem? W dużym skrócie - chodziło o walkę bohatera (dobrego, ma się rozumieć) z siłami zła. I zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że w tym roku doczekaliśmy się remake'u w Wuhan. Na CISM, czyli Światowych Igrzyskach Wojskowych, też wszystko zaczęło sie pięknie; rekordowa obsada zawodów (nic dziwnego, skoro Chińczycy fundowali przeloty), imponująca ceremonia otwarcia i w ogóle. Aż tu nagle... 

   Aż tu nagle światu objawiły się fenomenalne talenty w bieganiu na orientację. Dziewczyna, która (wg oficjalnej strony imprezy) biegała dotychczas głównie na stadionie a mapę do bno zobaczyła pierwszy raz nieco ponad rok temu - wklepała rywalkom na middle'u 6 minut (przy czasie nieco ponad pół godziny). Rywalkom, dodajmy, które w Pucharach Świata potrafiły przybiegać w dyszce. To budująca historia (zwłaszcza, że jej koleżanki z kadry zajęły drugie i czwarte miejsca - a kolega przegrał z multimedalistą MŚ, Matthiasem Kyburzem ze Szwajcarii, tylko 7 sekund). Niestety, w świecie orientacji pełno niedowiarków i ta eksplozja formy gospodarzy (bo te znakomite wyniki, to dzieło dzielnych zawodników z Chin, oczywiście) poddana została w wątpliwość. Zaczęto się czepiać - a to, że jacyś ludzie na trasie dawali Chińczykom znaki, a to, że trasa znaczona w terenie, że jakieś przejścia w gęstym lesie nie zaznaczone na mapie... I od razu protesty, zamieszanie. No ludzie, bez przesady. Żeby o takie drobiazgi się czepiać... 

(Trasa męskiego midlle'a. Niby nie wygląda na bardzo skomplikowaną - a jednak...)

  Gospodarze poczulli się - co nie dziwi - dosyć dotknięci takim afrontem, więc zrobiło się jeszcze ciekawiej. Złożyli odwołanie od krzywdzącej decyzji jury, które walnęło dyska wszystkim Chińczykom, startującym na CISM w biegu na orientację, jak leci - i do tego dorzuciło bana na pozostałe starty w tej imprezie. Przy czym nie było wiadomo, czy w ogóle te starty się odbędą, bo zamieszanie bardzo się nie spodobało zarządzającym wojskowymi Igrzyskami. Na szczęście - biegi się odbyły, ale gospodarze ciągle walczyli o swoje. To znaczy - o medale z midlle'a. Próbowali po dobroci, próbowali też innych sposobów; szef jury ponoć miał do wyboru: albo odwoła decyzję, albo mu odbiorą wizę i tyle będzie widział Chiny. Najwyraźniej jednak trafili na gościa, który nie jest zainteresowany podróżami po Państwie Środka, bo ten trwał w swoim postanowieniu. Wyjątkowo to niegrzeczne było w stosunku do gospodarzy, ale - cóż...

   A tak na marginesie - bardzo mnie ubawiły te historie, chociaż to przecież nic nowego. Numer ze znaczeniem trasy opowiadano sobie wiele razy jako historię z czeskich mistrzostw w nocnym; ne brakuje pewnie też zawodników, którzy pamiętają pewne wydarzenia z MP w sztafetach w 1988 czy DMP w 1990 roku w Polsce. A to przeciez tylko takie starsze historyjki... Poczciwe szukanie miejsca na namioty to - w porównaniu - naprawdę drobiażdżek. Problem z Chińczykami był po prostu taki, że zrobili to wszystko zbyt ostentacyjnie. Ale nie można europejskiej miary przykładać do Azjatów - i tyle. Może to zresztą nie koniec emocji; przecież za chwilę w Chinach rozegrana zostanie ostatnia runda tegorocznego Pucharu Świata...

P.S.

Oczywiście, tu już bez żarcików, wielkie brawa dla naszej ekipy. Brąz na średnim Oli Hornik, srebro sztafety Pań (Ola, Agata Olejnik, Hanna Wiśniewska) i srebro drużyny (startowała jeszcze Ewa Gwóźdź) oraz brąz drużyny męskiej (Michał Olejnik, Wojtek Kowalski, Bartek Pawlak, Mikołaj Dutkowski, Mateusz Wensław, Marcin Richert) - to w sumie cztery blachy naszych wojskowych kadrowiczów pod wodzą Wojtka Dwojaka. Poza medalami - świetne biegi indywidualne Agaty, Hani, Oleja i Kowala; gratulacje za naprawdę dobre występy. Teraz jeszcze dołączą (cywilni) sprinterzy i kadra pościga się w Guangdong. A skoro IOF sobie zafundował taki pasztet, jak powierzenie poważnych zawodów ludziom, którzy zupełnie inaczej, niż my, pojmują zasady i wykazują brak poczucia obciachu - to niech teraz się martwi, nie? My, po prostu, będziemy kibicować naszym...