Stare-nowe zawody w kalendarzu i krótka historyjka z GEZna

 Zaczniemy od newsika, potem donos. A zatem; nieoficjalne zapowiedzi pojawiły się już na GEZnie, ale - teraz - skoro już się publicznie wypucowali ze swoich planów sami zainteresowani, to można rzecz potwierdzić. W przyszłym sezonie na szeroko pojętym Podkarpaciu pojawi się impreza na orientację, która łączyć w sobie będzie tradycje dotychczasowych dwóch zawodów - oraz doświadczenie i zapał ich organizatorów. Mowa, rzecz jasna, o Irokezie oraz Rajdzie Dolnego Sanu. Panowie Szefowie, czyli Hubert Puka (RDS) i Mariusz Maryniak (Irokez, na zdjęciu poniżej) doszli najwyraźniej do wniosku, że wbrew temu, o czym mówią jaskółki, spółki takie złe wcale nie są. Trzymamy kciuki za powodzenie imprezy, która już została zaplanowana na 21 marca 2020. Na razie nazywa się trochę jak w papierach urzędowych (Irokez/Rajd Dolnego Sanu), ale nie traćmy nadziei, że zyska sobie jakiś elegancki przydomek. Ogłosiłbym nawet konkurs, ale to chyba kto inny musiałby ufundować i wręczyć nagrody, więc się wstrzymam :)

(Maryniaczek na robocie, GEZnO 2019)

  W ten zgrabny sposób przechodzimy już do krótkiego raportu z tegorocznego GEZna. Trzeba powiedzieć, że zawody miały charakter. Na przykład - masowy, bo jednak zebrać coś koło 200 kapel, to jest dobry wynik. Inna sprawa, że chyba nie wszyscy z tych z górą 400 startujących wiedzieli, na co się piszą. To znaczy - jasne, że wielu literatów przedmiotu popełniło już mrożące krew w żyłach relacje, jak to ciężko na poprzednich GEZnach bywało; ale, wiadomo, że nie wszyscy traktują takie opowieści poważnie. Błąd. Tym razem naprawdę było ciekawie; w drugi dzień - nawet rajdowo.

  Pierwszy etap mógł zaskoczyć głównie liczbą PK do zaliczenia, biegało się jednak dość znośnie (o ile ktoś miał siłę, oczywiście) - choć zdarzały się i takie smaczki, jak ten z obrazka poniżej:

  Ogólnie rzecz biorąc jednak, to - wyjąwszy dylematy nawigacyjne (jaka kolejność, w którą stronę) - pierwszy etap mógł dać się zapamiętać także ze względów krajoznawczych oraz edukacyjnych. Wielu zawodników bowiem, zadawało sobie uporczywie pytanie: "cóż to takiego, ten kiwon?" - biegnąc na PK o takim właśnie, tajemniczym, opisie. A teraz wszyscy już wiedzą, że kiwon wygląda tak:

  Drugi dzień - to już była inna sprawa. Walory krajoznawcze odpadały, bowiem od poprzedniego wieczora lało z przerwami na mżawkę, ponadto w lesie zalegała gęsta mgła. W związku z czym - widoczność nie powalała (albo, w gruncie rzeczy, właśnie i owszem) a na stromych zboczach rozgrywały się ludzkie dramaty:

  Ktoś powie - no dobrze, ale przecież były tam jakieś drogi, to chyba nimi już dało się szybciej pomykać?.. Hm... Drogi, powiadasz...

(wszystkie fotografie z fb organizatorów)

  Ale - nie było przecież tak źle, w końcu wszyscy, zdaje się, wrócili z lasu. Osiemnastka GEZna zaliczona - a czas pokaże, gdzie będziemy się bawić za rok. W kuluarach pojawiło się hasło "Bieszczady", choć z zastrzeżeniem, że może być ciężko tam przeprowadzić taką imprezę. No; zobaczymy; chętnych, zapewne, nie zabraknie.

Komentarze