BnO w Brazyli? Da się.

Nasz teamowy wiercipięta usiedzieć w spokoju nie może. I normalnie to się odbywa w ten sposób, że jak diabeł nie może to babę tam wysyła. Bo po co się fatygować. A Janek Lenczowski, bo o nim mowa, tym razem targnął się do Brazylii i to rodzinnie! A skoro już się tam znalazł, to nie omieszkał wziąć udział w WF-ie po krzakach niewyobrażalnych. Oto relacja z występu w biegach na orientację w lesie przez nas rozumianym jako dżungla pełna agaw, łapiących kolczastych roślin i lian... Pełna egzotyka.

Wczoraj wzięliśmy udział w zawodach "Florientacao" w pobliskiej bazie lotniczej. Mapa może nie jakaś bardzo szczegółowa, ale normalna do orientacji. Ubrałem się w krótkie spode ki, bo nie wyobrażałem sobie, żeby ktoś tu zrobił zawody z wchodzeniem do lasu. Rośnie tu las atlantycki, który my nazwalibyśmy dżunglą i praktycznie nie da się w nim poruszać bez maczety. Mnóstwo jest kolczastych roślin i jest tak gęsto, że przecisnąć się nie sposób. Przed zawodami lekki chaos, ale wszystko zrozumiałe, ludzie bardzo otwarci, wiele osób nas zagaduje, środowisko chyba niewielkie, więc gdy ktoś nowy się pojawia, to od razu wzbudza zainteresowanie.    

Startujemy w trójkę; ja, Adaś i Krzyś, który daje się przekonać do startu dopiero w ostatniej chwili. Kategorie są dosyć dziwne, bo nie podane są wiekiem tylko nazwami, a do tego w obrębie kategorii wiekowych są jeszcze mapy trudniejsze i łatwiejsze. Ja zostałem zapisany do H Adulto A, co oznaczało, "M21 trudna". Zabrałem opis, potem mapę i wystartowałem. Połowę mapy stanowił teren otwarty, druga część to był las, ale białego lasu raczej nie było, prawie wszystko było ciemnozielone. Z początku punkty wchodziły mi dobrze, jedynie opisy i numery kontrolne jakoś mi nie pasowały, no ale co tam, pewnie coś pomylili stwierdziłem i biegłem dalej, jeden błąd zrobiłem na dobrych kilka minut, bo okazuje się, że można jednak postawić punkty w lesie, a las jest tu pełen agaw, łapiących kolczastych roślin, których nazw nie znam i lian, czy innych pnączy rosnących między drzewami, które łapią za pas, czy nogi i nie tak łatwo się z nich wyplątać. O jadowitych wężach i pająkach nie myślałem, lepiej nie zaprzątać sobie tym głowy, raz tylko może przyszło mi przez myśl, gdy noga wpadła mi do jakiejś jamy czy dziury po kolano. Na pewno nie był to w każdym razie dobry teren na krótkie spodenki. Dystans na mapie był 3600 metrów, zajęło mi 49 minut.


Poniżej załączona  mapka i można sobie ją powiększyć do woli (prawie).

Na mecie niestety DNF, dziwne, bo wszystko ładnie zaliczyłem. Tu okazało się, dlaczego nie zgadzały się opisy, otóż opisy wziąłem na starcie prawidłowe, natomiast mapę zabrałem H Senior A, zamiast H Adulto A, czyli z kategorii "M50 trudna". Na pocieszenie została mi satysfakcja, że zrobiłem najlepszy czas na tej trasie, a wygląda, że mógłbym powalczyć też w młodszych kategoriach. Chłopaki mieli trasę krótszą i bez biegania po krzakach, więc też byli zadowoleni, zajęli 1. i 2. miejsca, ale nie było zbyt wielu konkurentów. W grudniu jedziemy pościgać się na kontynent.

To jeszcze na zachętę jedno zdjęcie tzw. topless. Chyba wycieczka fajna... choć oczywiście nie zazdrościmy, bo siedzimy w pracy, a dla rozrywki biegamy sobie w zimnie.

 

 

ZałącznikWielkość
IMG_20191125_065450.jpg495.64 KB