Babia w maju

  Ten uczuć, kiedy otrzymujesz wiadomości od Maćka Pońca... W 90% przypadków to jest zazdra i frustracja - bo się chłop chwali, w jakie fajne miejsce się znowu wybrał. No, ale tym razem Maciek przeszedł samego siebie, meldując się z fotografią, wykonaną o 4.30 na szczycie Babiej Góry. Co prawda, w Warszawie mamy całe 1,5 linii metra, stary/nowy kolektor ściekowy pod Wisłą i rapującego Prezydenta - ale jakoś bym się chyba zamienił na te poranki. 

  Ilustracjom, które pojawią się poniżej (niech się inni też podenerwują, a co!) towarzyszył także krótki opis wycieczki. Coś, jakby delikatne usprawiedliwienie tam pobrzmiewa, ale - może mi się wydaje tylko. Zatem - relacja i fotorelacja,start:

  Jak pamiętacie, miesiąc temu zmuszeni byliśmy pożegnać się z Babią Górą po wprowadzeniu przez jaśnie nami zarządzającego Pana Ministra od zdrowia zakazu wstępu do Parków Narodowych.
Jako, że maseczkowy potwór decyzją swą na nowo owe parki otworzył, postanowiliśmy niezwłocznie przywitać się na nowo z beskidzkim szczytem i jak na powitanie przystało - uczyniliśmy to wcześnie rano.
Było jak zawsze pięknie i ... zimno troszkę ... zresztą, zobaczcie sami.

 Dalej Maciek wspomniał jeszcze o swoich sukcesach pedagogicznych, bo na wycieczkę - poza córką - tym razem udało mu się zabrać jeszcze jej kuzynkę. Czyli - skutecznie pozbawił dziewczyny na dłuższy czas dostąpu do komputera... Pozostałe sukcesy, na zdjęciach: