Super Track!

   Ale się ubawiłem, jak dzieciak na placu zabaw (w tych dawnych czasach, kiedy jeszcze można było się na tych placach bawić)! Kameralna i półtajniacka impreza (starty osobno, można się ścigać przez ponad tydzień) pod tytułem Mazowiecki Track to chyba było to, czego dzisiaj trzeba najbardziej. Czyli - samotne wentylowanie głowy przez dłuższy czas, przy czym - z zachowaniem podczas wentylacji minimum czujności - wszak wybrałem trasę, którą pokonuje się z mapą.

  Nie wiem, jak na trasach, które są wyznaczone (ale domniemuję, że podobnie) - było tu trochę wszystkiego, co oferują okolice Wiązowny i Otwocka. Lasy, pola, trochę zabudowy. Asfalty, szutry oraz bohater piosenki Beaty Kozidrak (chodzi, oczywiście, o "piach, suchy piach" - nie o Józka, któremu noc nie zostanie darowana). Aha, bo - dla ułatwienia - postanowiłem przejechać się na tę trasę (pod 30 PK, limit 6 godzin) rowerem. Dla dodatkowego ułatwienia (sprytnie motywowanego obowiązkami służbowymi) - założyłem, że wycieczka nie może potrwać dużo dłużej, niż 3 godziny. Ale - żeby nie było tak całkiem z górki - nie zabrałem kompasu, bo to przecież dzień, więc słońce wskaże kierunek. Pod warunkiem, że nie schowa się za chmury, co się zdarzało dość regularnie...

  W każdym razie - czysta przyjemność. PK oznaczone są w lesie, jak widać na poniższych fotografiach. Tam, gdzie zbieracze pamiątek już zdążyli je zakosić, powinny być widoczne na drzewach namalowane znaki "x". Powinny, bo w jednym miejscu nie znalazłem ani oznaczenia, ani iksa - ale lokalizacja jest tak oczywista, że chyba nikt nie będzie się tam wahał za długo. Trochę się woziłem na tej wycieczce, zwiedzając i robiąc fotografie - ale czasem, zdażyło się przycisnąć. No i była możliwość zafundowania sobie namiastki rajdowania - przelot przez ścieżkę, prowadzącą przez czyjeś podwórko oraz przeprawa przez rzekę z rowerem w ręce. Nerwy, emocje; telefon i nadajnik wczepione w mapnik, rower w wysoko uniesionej ręce. Ciemna toń, nurt wartki. Chwila prawdy!... i wody po kostki. No, warto było.

  Gdyby zatem ktoś się zastanawiał, jak miło i sympatycznie spędzić kilka godzin w plenerze - polecam tego allegrowicza. Mazowiecki Track daje zresztą radę także z innego powodu; okazuje się, że sporo lokalizacji, wybranych na PK przez Jacka i Grzesia, znajdowała się zadziwiająco blisko lokalizacji PK, planowanych na Wiosenne 360. Gdyby więc udało nam się te odroczone Wiosenne zorganizować - to wiecie sami, nie? Zatem - najpierw wbitka na Track a potem - się zobaczy...

(centrum zawodów; startometa i punkt zdawania nadajników GPS)

(PK w lesie, jak widać)

(to, jak czujny obserwator z pewnością zauważy, jest mostek)

(Maryjka na mapie oznaczona jest krzyżykiem. Ale, w sumie, jak to zrobić inaczej?)

(I plaża na deser. Pusta, jak Chałupy w listopadzie)