Kujawiak!

  Powinienem zacząć od rzeczy poważnych, więc będzie na poważnie - zawody świetne, teren znakomity, mapy bez zarzutu (no, dobra, zawsze ktoś coś znajdzie, ale to była bardzo wysoka półka). Kapitalna atmosfera. A  jeśli sobie zdamy sprawę, że za całe zamieszanie odpowiada chłopak, który - z uwagi na to, że jest Panem Kadrowiczem, więc mógłby i powinien leżeć i pachnieć, a nie zap...lać z organizacją całości - to jeszcze bardziej powinniśmy docenić, że Rino, poza mapowaniem i wymyślaniem imprezy jako takiej, punkty stawiał, zdejmował, stał na mecie i słuchał zawodników - w międzyczasie ogarniając jeszcze skargi, kierowane do milicji przez panie, którym parking pod kościół zajęli. Do całej ekipy organizacyjnej pozwolę sobie zatem skierować tekst, który - 15 lat temu - byłby (chyba?) młodzieżowy: szacun za wykon! Oczywiście, mogłoby być jeszcze lepiej; fajnie by było, gdyby te zawody nie zniknęły, dziwnym zbiegiem okoliczności,  z CTZ (dbajmy o PZOS, bez tych groszówek z zawodów zniknie nam zaraz - nikt chyba nie liczy na to, że w czasach kryzysu, który człapie nieubłaganie, ktoś będzie dawał kasę na niszowe zabawy, hę?) - a przede wszystkim, ja bardzo liczę na dwie rzeczy. Po pierwsze - że Bartek się nie zatrzyma i za rok-dwa na Kujawach będziemy kląć i narzekać na błędy, popełnione na MP w średnim/nocnym; po drugie - że te pogróżki o wizycie super VIP-a z Finlandii się ziszczą. Obiecuję wtedy dodać coś (ktoś, raczej) od siebie. Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi - reszta, niechaj się domyśla :)))

  To było tak bardziej oficjalnie; gdyby ktoś nie wyłapał, gubiąc się w gąszczu dygresji - Kuyavia Cup to były świetne zawody, na które warto sobie rezerwować czas na przyszłość. Tym bardziej, mam dziką satysfakcję, że na tych zawodach tak licznie stawili się zawodnicy z naszego klubu. No, bo zazwyczaj było tak, że na biegowe wielodniówki przyjeżdżało 4-7 osób - i tyle. Tym razem było nas (plus-minus, zależy od systemu głosowania) 23-25 sztuk! Ależ to jest przyjemność, tyle osób wyszukiwać na wynikach! W dodatku - jaka rozpiętość doświadczeń, celów i emocji. Ania Górnicka, ganiająca damską elitę - z jednej strony - i nasi najmłodsi czempioni, którzy zdecydowali, że - po raz pierwszy - pójdą na trasę faworkową bez rodziców! Wyjadacze, klnący na błędy rzędu 50 sekund - i debiutanci, zachwyceni (słusznie, bo nie było łatwo!) - że pokonali całą trasę... Ech, było pięknie. Rino, jeszcze raz podziękowania za takie fajne zawody. Za rok pewnie będzie nas więcej, więc się ogarniaj, chłopaku. A naszym czempionkom i czempionom różnych wag posyłam serdeczne senkju; jak wiecie, rzadko okazuję pozytywne emocje. W gruncie rzeczy, gdybym miał na imię Włodzimierz, to ksywa "Wuj Chłodek" pasowałaby idealnie (analogicznie do "równo z górki" czy "kolec w stawie", by trzymać się tematyki biegowej...) . Tym niemniej, się zachwyciłem. Ja bym bardzo chciał przeżywać takie stany uniesienia częściej; Państwo Zawodnictwo chyba wie, jak z tym sobie poradzić. Do zobaczenia wkrótce, zatem :) 

P.S.

Poniżej, trochę rozkosznych obrazków - oraz linka do tytułowego utworu, który wykonywał były kandydat

 

https://youtu.be/5rMnPghBmjQ

Komentarze