Echa wyczynów

W ten weekend nic na naszym podwórku krajowo-rajdowym nie działo się takiego specjalnie fikuśnego, więc może pogrzebiemy się teraz w starszych historiach. Będzie więc jeszcze o Flekmusach mocarnych i o zawodach w Sopocie, które były strasznie dawno temu. Ale zacznijmy od Rzeźnika.

Jak być może SzanPaństwo pamiętają, zastanawialiśmy się, jakimż to echem na forach biegowych odbije się wyczyn mieleckiej pary. Magda i Paweł w Biegu Rzeźnika zajęli drugie miejsce netto, zaś drugi mix oklepali na jakieś półtorej godziny. I oto Piotrek Siliniewicz - który poza tym, że robi ładne fotografie, to jeszcze umie i lubi czytać - doniósł nam uprzejmie, że na stronie biegajznami.pl pojawiła się taka notka:

"Pozdrowienia z Cisnej

Tegoroczny Rzeźnik stał pod znakiem kiepskiej pogody, fatalnej nawierzchni (błoto) i rwących strumieni, przez które przeprawa suchą nogą nie była możliwa.

Byliśmy przygotowani znacznie lepiej, niż rok temu i nastawialiśmy się na czas w okolicach 10:45 - ponad 20 minut lepiej, niż w zeszłym roku. Niestety, z powodu moich głupich błędów nawigacyjnych nie udało nam się zrealizować tego celu. Najpierw zgubiliśmy trasę przed Cisną i mimo mojej szybkiej korekty i biegu na czuja, straciliśmy na tym jakieś 5 minut. Cały czas byliśmy w grze i połamanie 11 godzin było nadal realne. Wtedy przyszła pomyłka w okolicach Jasła, gdzie szlak jest kiepsko oznakowany, a jak się do tego dołoży mgłę, to naprawdę łatwo się pogubić. O dziwo, nie zdarzyło mi się to w trzech poprzednich Rzeźnikach, a teraz popełniłem błąd, który kosztował nas 15 minut.

Po pomyłce na Jaśle było pozamiatane - znów wyprzedzaliśmy ekipy, które spotykaliśmy już dawno temu, ale nie udało nam się nadrobić tych straconych minut. Skończyliśmy 11:05 - 3 minuty szybciej, niż w zeszłym roku. Dało to chyba 12. miejsce w generalce (to jeszcze do weryfikacji) i drugie w kategorii par mieszanych. Przed nami uplasowała się para z rajdów ekstremalnych, która osiągnęła kosmiczny czas 9:36, dający 2. miejsce.

Pocieszające jest to, że biegło nam się bardzo dobrze, praktycznie bez żadnych kryzysów. Gdyby nie głupie pomyłki, wynik byłby jeszcze lepszy, ale trzeba się cieszyć z ukończenia kolejnego Rzeźnika i poprawienia rezultatu z zeszłego roku".

Autorem powyższych wspomnień jest niejaki Robert Celiński, biegacz niewąski skądinąd. Na biegajznamowym forum ochów i achów nad Flekmusami - zwłaszcza Magdą - jest zresztą jeszcze z tonę; jak kto ciekaw, albo lokalny patriota 360°, to powinien sobie zajrzeć i złapać motywację do treningu.

A teraz z zupełnie innej beczki - jak to trafnie ujął Tomasz Beksiński; opowiastka o rajdzie w Sopocie, na którym zresztą nikt z nas nie startował. Ale może jak sobie przeczytamy TO (podesłał sam org, czyli Rafał Adametz), to za rok już nas tam nie zabraknie? Oby, oby.