Na dobry początek - kącik wspomnień jakże miłych (zwłaszcza dla nas). DyMnO na pewno pozostanie w pamięci jako zawody bardzo ciekawe, udane i do obrzydliwości wręcz malownicze. Żeby zaś nie zapomnieć przynajmniej tego ostatniego - warto zerknąć do galerii, gdzie znalazły się fotografie autorstwa Piotrka Siliniewicza. Tak naładowani estetycznie, możemy przebrnąć przez kolejne informacje o charakterze agencyjnym.
W Słowenii rozegrano zawody, na które dość regularnie jeździły od lat polskie zespoły. W tym roku na ARS zabrakło jednak naszych przedstawicieli, zjawili się za to, dość licznie, Czesi. Na tyle licznie, że tylko Słoweńcy wystawili więcej zespołów. Jakościowo jednak nasi koledzy zza miedzy (trocha się rymuje, co?...) pozostawili konkurencję daleko w tyle, obsadzając CAŁE PODIUM. Wygrała OpavaNet/Tilak/Merida - co ciekawe, tym razem pod wodzą Tomka Vanka, który zazwyczaj startował w barwach Nutrendów. Tamtymi dowodził Petr Bloudek - i skończyli na drugiej pozycji. Na trzecim - Ekonom Praha. ČEŠI, DO TOHO!
A u nas ścigano się w różnych miejscach, na różnych dystansach. O Leniach w Terenie i zwycięskim Marcinie już było; Darek zapowiadał także mistrzostwa Europy w Berglaufie, czyli bieganiu pod górę. Trasa znana i lubiana - z Zakopka przez Kuźnice na Kasprowy. Najszybciej pomknął niejaki Miroslav Vanko ze Słowacji, któremu ta przebieżka zajęła niespełna 40 i pół minuty. Nasz Myśliwy - czyli Piotrek Musiałowski - zajął miejsce 49., dobijając do mety po 56 minutach i dając się wyprzedzić tylko trzem paniom. Ale na pewno wynikało to z faktu, iż Myśliwy szarmancki jest do przesady i panie puścił przodem. We środę w Radiu PIN tuż po dziewiątej rano będzie można usłyszeć dźwięk Myśliwca, co to niby przeziębiony i że niby zimno było...
Zgoła inne tempo - ale też i dystanse ciut dłuższe były do pokonania - rozwijali uczestnicy Grassora. Pod Człopą spotkali się ludzie, którzy najwyraźniej nie mają co robić z wolnym czasem. 50 i 100 km z buta, 150 lub 300 na rowerze - względnie 200 na trasie ekstremalnej (mieszanej), to były propozycje do wyboru. Amatorów nie było zbyt wielu, tym wiekszy więc szacun dla Piotrka Szaciłowskiego, który trasę ekstremalną pomykał samotnie. W sensie - jedyny na liście startowej. Komuś by się chciało jeszcze?
Na pieszych trasach wygrali Grzegorz Łuczko, czyli Kuerti, oraz Andrzej Buchajewicz. Na rowerze - Wojciech Paszkowski oraz Paweł Brudło, co do którego zachodzi podejrzenie, że z rowerem chodzi (jeździ?) także na randki do kina oraz pod prysznic. Gratulujemy wygrywcom oraz pozostałym startującym; zarówno wyników, jak zapału do ścigania.







