Nanga padła! A nasi czekają...

Góra z największym względnym przewyższeniem na świecie - czyli Nanga Parbat (8126 m.n.p.m.)- zdobyta! Wczoraj (23.06.) na szczycie stanął kierownik wyprawy, czyli Artur Hajzer, wraz z Robertem Szymczakiem. Gratulacje !!! Dla Hajzera to już szósta "ósemka" w karierze. Nie wiadomo, czy w górę pójdą następne zespoły; informacje w tej sprawie są bowiem cokolwiek sprzeczne. Nie wiemy więc, czy uda się szczyt zaatakować Irkowi Waludze, Rafałowi Froni czy też Oli Dzik.

Oficjalnie wygląda to tak:

Po bezpiecznym zejściu Hajzera i Szymczaka do niższych obozów, do szturmu ruszą kolejne zespoły. Celem wyprawy jest bowiem nie tylko zdobycie szczytu ale i doświadczenia w górach wysokich przez większa grupę młodych himalaistów.

Atak na wierzchołek Nanga Parbat jest bowiem fragmentem wielkiego projektu sportowego stawiającego sobie za cel wyselekcjonowanie i przygotowanie zespołu wspinaczy, którzy w najbliższych sezonach zimowych zaatakują pięć niezdobytych jeszcze zimą ośmiotysięczników (w tym drugi najwyższy szczyt świata K2 - 8611 m n.p.m.).

Tyle oficjalna strona wyprawy, czyli polskihimalaizmzimowy.pl. Ale tak różowo to nie musi wyglądać - z kilku powodów. Jeden poniżej:


(fotografia ze strony www.maratonczyk.pl)

A cóż my tam widzimy na zdjęciu? Ano, to, co zostało z bazy wyprawy, przez którą przeszła lawina. No i Rafał, który dłubie kijaszkiem w ziemi. Rafał jest cokolwiek smutny i zły, bo:

a) rozchorował się w kluczowym momencie i kiedy ekipy poszły w ścianę przy lepszej pogodzie, musiał zostać w bazie i brać antybiotyki

b) natyrał się (wraz z Robertem Kazimierskim, który także nie załapał się do ataku szczytowego) i Hajzerem przy stawianiu obozów - a może obejść się smakiem.

To zaś krótka relacja Froncka (także z maratończyka.pl) o przejściu lawiny: "Kiblując w bazie przeżyłem zejście lawiny z grani Mazeno. Była tak silna, że podmuch zmiótł naszą bazę. Nie mamy mesy, kuchni, namiotu satelitarnego, połamana jest większość namiotów, nas trochę pośnieżyło i poprzewracało, gdy próbowaliśmy trzymać namioty, niektóre części aż pofrunęły z 200 - 300 metrów. Kręciłem film, niestety kamerka poleciała, po jej odnalezieniu filmu nie odzyskałem. Skutki na zdjęciu w załączeniu."

No i pogoda także może dołożyć swoje; od początku pod Nangą waliło śniegiem; atak szczytowy przeprowadzono w tzw. okienku, kiedy było lepiej, ale najbliższe dni ponoć znowu mają przynieść opady i nie zachęcają do podejmowania akcji. Eh... Ale gratulujemy załojenia szczytu - i zdobywcom i reszcie wyprawowiczów!