Weekend hurtem - czyli jak zostać gurem i o innych zawodach

Amatorzy ścigania z mapą mieli w miniony weekend do wyboru imprez moc. Zaczynamy to podsumowanie od (pod)łódzkiego Bikeorientu, a to dlatego, że startował w nim Marcin. Jak sama nazwa wskazuje, zawody odbywały się głównie na rowerze, zaś Marcin porwał się na trasę Giga, ktora miała mierzyć ok. 170 km. Wygrał Piotr Buciak; nasz faworyt zajął 4. miejsce.

Na Bikeoriencie rozgrywano także trasę niezupełnie "bike"; wzorem np. Harpagana rozgrywano także rywalizację na trasie mieszanej, gdzie obok pendalowania trzeba było także zasuwać na butach. Tam najlepszy okazał się Michał Kiełbasiński.

O Szklarskiej Wyrypie pisaliśmy już kilka razy, że będzie i że robią ją koledzy, którzy okazali się najlepsi na naszych zawodach, rozgrywanych w Jeleniej Górze. Najwyraźniej Kotlina Jeleniogórska jakoś przestrasza herosów napierki, bo i tym razem frekwencja nie była oszałamiająca - a szkoda, bo zapowiadało się ciekawie. Ściganie zwycięsko zakończyli: w miksach team o jakże adekwatnej nazwie Galera (Bernarda i Andrzej Salwach), zaś w męskich składach i w ogóle w generalce SX Sport Freeride Team, czyli Daniel Krasulak i Tomasz Jabłoński. Gratulujemy, ale Jabol i Krasul mieli przyjechać na nasze zawody i pod byle pretekstem zdezerterowali, więc w sumie z nimi nie gadamy.

Te zawody to nie do końca rozgrywały się w Polsce, ale - powiedzmy - blisko. Mistrzostwa Polski i Czech w Rogainingu, czyli bieganiu z mapą przez 6, 12 lub 24 godziny, odbyły się bowiem w Beskidzie Śląskim. Znacznie więcej było Czechów, niż Polaków - co jakoś mnie nie dziwi. Na podium także mieli miażdżącą przewagę - choć wśród weteranów drugie miejsce zajęli Compassowcy, czyli Janek Gracjasz i Zenon Krzystonek. Poza tym wysoko w kategorii męskiej Raidlight napieraj.pl (Adam Foland i Gaweł Boguta, 4. miejsce). Wygrali Czesi -Ondřej Skripnik i Radovan Čech.

Czwarte miejsce w miksach zajęli także Ola Popiel-Kruk i Arek Dziewior, czyli nasze ulubione kafelkowanie.pl. Bardzo się cieszymy, z kilku powodów; po pierwsze, przed nimi były tylko teamy czeskie i łotewski. Po drugie - bo to nasi koledzy przeca. Po trzecie - bo po wszystkim odebrałem od Oli mesaż tekstowo-telefoniczny, z którego wynikało, że w jakiś sposób mam się czuć winny, iż się zachęciła do ścigania w takich zawodach. I tu przepis dla tych, którzy by chcieli stać się gurem dla kogoś: otóż przede wszystkim potrzeba cierpliwości. Olę (i jeszcze dwóch kolegów, w tym Podula) pierwszy raz na zawody wyciągnąłem w 2006 roku. Podjarała się do tego stopnia, że na nastepny start (w Gliwicach) trzeba było czekać prawie cztery lata. No, ale jak już poszło... W każdym razie pewnie jeszcze "kafelki" w tym sezonie zobaczymy.

I jeszcze jedne zawody się odbyły - takie zupełnie na orientację, za to z historią bogatą. 29. Puchar Wawelu - nie wiem, czy przypadkiem, czy raczej bez sensu i nieprzypadkiem, miał termin dokładnie ten sam, co zawody w rogainingu. W efekcie wielu zawodników pewnie się zastanawiało, który start obstawić. Na "Wawelu" nie zabrakło także znajomych startujących w rajdach (skądinąd wywodzących się właśnie z orientacji). A taki Paweł Moszkowicz sobie nawet wygrał wśród starców w kategorii M-40.

Co tam; w robocie w ten weekend też było fajnie.

Komentarze

95.178.33.6

O mój guru, mentorze, ojcze chrzestny rajdowania mego jeszcze raz wielkie dzięki, iż wprowadziłeś mnie w ten świat cudowny zrypania na maxa . A co do przerwy pomiędzy pierwszym a drugim startem oświadczam, iż była to przerwa taktyczna, ponieważ podobno po 30-tce ma się lepszą wytrzymałość w związku z tym musiałam troszkę poczekać a potem jeszcze chwilkę, żeby upewnić się, iż ona nadejszła! ;)