Wrócili!

"To łon! To łon!" - krzyczała w "Nie lubię poniedziałku" starsza pani na widok grubcia w garniturze w kratkę, który wytaczał się z samolotu rejsowego LOT-u na Okęciu. I prawie wszystko się zgadza; wprawdzie nie poniedziałek a czwartek, nie grubaski w garniakach a chudzielcy w koszulkach, z Okęcia przesiadka była na Pyrzowice, no i nie mam pewności, czy dopisała orkiestra ludowa. Fakt jednak pozostaje niezbity - do Polski wróciła większa część wyprawowiczów z Nanga Parbat - w tej liczbie Iro Waluga i Rafał Fronia.

Na dłuższe relacje pewnie przyjdzie czas; takie oficjalne i takie bardziej zbliżone do rzeczywistości. Teraz obydwaj panowie, poza tym, że - delikatnie rzecz ujmując - nie są zbyt szczęśliwi, iż nie udało im się (z różnych przyczyn) załapać do ataku szczytowego, będą dochodzić do siebie. Rafał jest delikatnie poodmrażany, zaś Iro - już w drodze do cywilizacji - rzutem na taśmę zaliczył jakąś infekcję pokarmową. Życzymy zdrówka, cieszymy się, że wracacie cali.

W górach tymczasem pozostało czworo uczestników wyprawy; Ola Dzik i Marcin Kaczkan podjęli ze środy na czwartek próbę ataku na szczyt, ale pogoda zmusiła ich do odwrotu. Będą starali się znowu, jeśli aura dopisze...