Spiritus flat, ubi vult - co, jak wiedzą przedwojenni maturzyści, oznacza tyle, że duch tchnie, kędy chce. Obecni maturzyści raczej celują poziomem w kierunku tak zwanej Europy (notabene - w finale światowego czempionatu piłkarskiego spotkały się drużyny z wielce europejskich krajów, w których postęp osiąga zatrważające przyspieszenie. W jednym zalegalizowano partię pedofilów, w drugim dzieci w szpitalu nie mają Taty i Mamy tylko "rodzica A" i "B" i poważnie rozważa się przyznanie prawa głosu małpom. Wygrali ci od koczkodanów). Wracając do naszych baranów (to z kolei francuskie...) przydługa dygresja wstępna służyła tylko temu, by skonstatować, że Marcin najtrafniej na świecie ujął cały problem związany ze startami w zawodach. Bo tytuł tej historyjki to jego słowa...
A że wydobyć od Marcina cokolwiek, to wyczyn doprawdy heroiczny - stąd i sentencja łacińska mi przyszła na myśl. Bo coś z nadprzyrodzonej interwencji w tym być musiało, że się tak rozgadał. Nieprzyzwyczajonych do czytania zdań wielokrotnie złożonych serdecznie przepraszam - teraz będzie już tylko o Funex oriencie.
Okolice Mławy tym razem skusiły wcale liczne grono amatorów rowerowania i piechotowania na orientację. Nasz wysłannik był w tym towarzystwie i po pierwszej pętli nawet prowadził, z dużą przewagą. Problem w tym, że druga pętla była dłuższa, rywale właśnie tamtą pokonywali na początku a poza tym Marcin chyba słabo znosi upały - bowiem w relacji używał takich słów, jak "sfajczenie". W rezultacie, drugą pętlę pojechał - jak sam twierdzi - o godzinę za długo i zajął 9. miejsce. Wygrał (a był to dystans 100 km na rowerze) patologicznie związany z siodełkiem Piotr Buciak. Wsród Pań najlepsza była Ula Wojciechowska prze Kasią Polak - które znamy z tras rajdowych nie od dziś.
Ścigano się także na krótszych dystansach; na 20 km pieszo wygrał Michał Kowalczyk, na 50 - Piotr Łobodziński, na 20 km rowerem zaś Klaudiusz Kwieciński. Gratulujemy - a pełne wynki TU.







