Dziś bez blachy - ale było blisko...

Państwo wybaczy - ale będzie mocno oficjalnie znowu, bo dla odmiany trzeba czasem zasztywniaczyć. Lecimy: dziś na mistrzostwach świata w rowerowej jeździe na orientację w portugalskim Montalegre rozgrywano zawody na dystansie średnim. Po znakomitym występie w sprincie trzymaliśmy kciuki za Annę Kamińską; Ania tym razem jednak medalu nie zdobyła, zajmując czwarte miejsce. Inna sprawa, że poza jej złotym występem w Portugalii to najlepszy wynik polskiego zawodnika w historii :)


Ania przez ponad połowę dystansu jechała "na podium", plasując się - według międzyczasów - na drugim miejscu. Błąd nawigacyjny popełniony w końcówce pozbawił ją szans na medal. Wygrała Austriaczka, Michaela Gigon, dla której było to już szóste indywidualne złoto MŚ w karierze. Pazerna okrutnie, co?


W kategorii seniorów 50. miejsce zajął (znany doskonale z napierackich tras) Mateusz Niedbała, 66. był Artur Jackiewicz (wedle mojej wiedzy, jeszcze nie rajdował). Nie rozdano natomiast medali wśrod juniorów; jeden z punktów kontrolnych był źle ustawiony i zdecydowano, że juniorzy będą ścigać się o medale w środę - zamiast eliminacji do biegu długodystansowego.


I tu dygresja - tym się różni orientacja sportowa od kopania piłki, że na MŚ futbolowych większe muki puszczano bez jakichkolwiek konsekwencji. No, ale widownię piłkarze mają nieco większą, to prawda. Dlaczego???


Na deserek zaś, kilka map do obejrzenia. Oto:



... łatwizna, nie?...