Szwedzki potwór - końcóweczka

Podczas, gdy w Polsce emocjonujemy się wyścigami dwójek na karkołomnych dystansach 80-120 km, w Szwecji kończy się jedna z najbardziej zwyrodniałych imprez na świece. W tym roku organizatorzy rajdu Explore Sweden nie napinali się, żeby na siłę dociągnąć dystans do okrągłego tysiąca kilometrów. Wystarczyło 950.

Nie było też, przedstawianych jako hit ubiegłorocznej edycji, przelotów rowerowych po 250 km. Najdłuższy miał niespełna 200 kilosów, więc - można powiedzieć - mizeria. Za to odcinki wodne prezentowały się syto: kończący zabawę kajaczek miał 95 km, wcześniej wodą (w rozmaity sposób) trzeba było pokonać też z setkę. Ucieszyliby się za to ci, którym rolki nie bardzo pasują, bo w tym roku w menu tego akurat elementu zabrakło.

Całość nosiła przydomek "Atlantic 2 Baltic", jakoż i start zlokalizowano nie w Szwecji, tylko w Norwegii. Konkretnie zaś rzecz biorąc, na Lofotach.

Najszybszym dotarcie do mety zajęło 106 godzin i 25 minut; był to stary zespół występujący pod nową (Silva Gerber Adventure), szwedzki team. Całe podium zajęli zresztą lokalesi - na drugim Sweco Karlstad Multisport a na trzecim - FJS. Reszta stawki - w tym znany z polskich tras czeski Kompar Xstream - jeszcze walczą...