Ale nam się Flekmusy rozbiegały! Nie dość, że startują, gdzie się da - to jeszcze z powodzeniem. Dajmy na to - ten weekend. Mielczanie najpierw obstawili zawody z cyklu Mountain Marathon w Piwnicznej, by dzień później pocwałować jeszcze w Górach Świętokrzyskich w Grand Prix. Tychże gór zresztą.
Zacznijmy od Piwnicznej; trasa była syta, bo długości 24 kilometrów. Do tego ciepło dość, by nie rzec - masakrycznie. I tu opowieść o ludzkim wymiarze ścigania; oto Magdę prześladował na trasie jakiś Samarytanin, który bodaj czterokroć proponował jej wodę. Z którą biegł sam, ale częstował, bo - jak było wyżej - duchota panowała okrutna. A że mijali się kilka razy, to i okazja do poczęstunku się trafiała. Nie ustaliłem, jaki litraż miała butelka, ale chyba spory, skoro taki wyrywny był z tym pojeniem. Tak, czy inaczej - brawo dla tego Pana. Dla Magdy zresztą też, bo w generalce dziewczyn była trzecia, tracąc do wygrywczyni - Dominiki Wiśniewskiej - coś koło 10 minut. Z czego jest wielce rada (to znaczy Magda; czy Dominika też, tego nie wiem), bo ponoć widać efekty wytężonej pracy treningowej.
(Magda i wygrywczyni - Dominika W. - w Piwnicznej)
Flekmus także pobiegał, co się zowie, zajmując wśród panów 7. miejsce. Czyli superancko.
(Flekmus w obiektywie Olka Jasika katuje podbieg)
Najwyraźniej niesieni falą entuzjazmu nasi biegacze dzień później udali się w okolice Ostrowca Świętokrzyskiego (na tę Grand Prix lokalną). I tu jeszcze większa ekstaza - Flekmus piąty, Magda wygrała! Jaka szkoda, że ME w lekkiej już za nami - bo progresja wyników nastraja optymistycznie.
Aha - za foty dziękujemy Olowi Jasikowi, serdecznie.







