Najszybszy dinozaur na dzielni

Nie trzeba dodawać, że w tytule chodzi o konesera wszelkich przedziwnych imprez z mapą w tle, czyli Marcina. Tym razem nasz nawigator - eksperymentator uderzył do Brodnicy, gdzie rozgrywano zawody o perwersyjnie brzmiącej nazwie D.I.n.O. Trophy. Dodać tu należy, że Marcin opędzlował tę imprezę także rok temu i w tym sezonie udanie bronił tytułu.

Nie mam zamiaru wgłębiać się tu w specyfikę zadań, jakie organizatorzy stawiają przed uczestnikami. Dość, że zawody trwają dobę, składa się na nie 12 etapów i to wszystko na udziwnioną nieco orientację. Marcin stwierdził, że umordował się bardziej, niż podczas zeszłorocznego MPAR i zwycięstwo wywalczył rzutem na Taśmę. Za co Taśmie jesteśmy wdzięczni.

Ponoć przecudnej urody był etap nr 2, rozgrywany na kajakach, w oparach mgieł nocnych. PK zaś były plastikowymi butelkami, uwiązanymi gdzieś, do drzew. I tak, panie, cały dzień. Gratulujemy Marcinowi i cieszymy się z nagrody, którą jest kupon na weekend w sanatorium. Po sezonie - jak znalazł.

Z zupełnie innej beczki - szybkobiegacz Podul nie zwalnia tempa i w miniony weekend pognał do Kotliny Kłodzkiej. Ścigano się tam w ramach Mistrzostw Dolnego Śląska (przypomnę, że niedawno Flekmusy zaliczyły puchar Gór Świętokrzyskich - ktoś ma jeszcze jakieś fajnie brzmiące zawody w zanadrzu?). Jacek cwałował w środku stawki, za to tętno ponoć nie schodziło mu poniżej 175 uderzeń na minutę. Znaczy - walczył. Brawo wielce!

Komentarze

91.198.222.5

Najsampierw chciałbym sprostować kilka informacji podanych przez red. Czesława. Po pierwsze impreza trwała 36 godzin (od 22:00 w piątek do 10:00 w niedzielę). Po drugie punkty na etapie kajakowym nie były butelkami, tylko w butelkach, a to z tej prostej przyczyny, żeby mogły unosić się na wodzie przy brzegu.

W odróżnieniu od zeszłorocznej edycji tym razem mapy były normalne, czyli papierowe. Jakie jest znaczenie słowa normalne w przypadku organizatora DInO Trophy każdy może sprawdzić sam na stronie organizatora: http://www.dino.tii.pl/7/index.php?page=mapy