Podium (prawie całe) nasze !!! Gorąca relacja !!!

Eh, aż żal ściska, że się nie widziało z bliska... W poetyczny nastrój z samego rana wprawił mnie krótki mesydż tekstowy od Mirmiła. O 03.37 nasz dzielny korespondent napisał, co następuje: "Nasi i Sławki pierwsi ex aequo a Marcin Krasu 8 min później". Po wytężonej pracy umysłowej doszedłem do przekonania, graniczącego z pewnością, że "nasi" w tym sms-ie oznacza Flekmusów, Sławki to oczywiście Nawigatorzy a Krasu(ski) Marcin (i Piotrek Łobodziński) wpadł na metę tuż za nimi. Brawo!!!

Do tego wszystkiego na czwartej pozycji dotarł do mety trzeci skład pod szyldem 360° - czyli Maciek i Kiełbasa. Gratulacje wielkie!

Ponoć na treku były straszne roszady, na rowerach takoż. A oto relacja świeżutka Magdy:

"Zawody nas sponiewierały nawigacynie. Każdy etap - poza rolkami i kajakiem - były dla nas trudne. Już na biegu na orientację była sytuacja taka, że nie zdążyliśmy wyrysować wariantów i patrzyliśmy tylko na Pawła Moszkowicza - ale on czekał długo i ostatecznie weszliśmy do lasu sami. Robiąc zresztą błędy. Potem całe zawody mijaliśmy się z Nawigatorami, Marcinem i Kiełbasą z Maćkiem. Do ostatniego roweru; tam Paweł ze Sławkiem i Marcin wyszli przed nami, do nas dojechali Maciek z Kiełbasą. W pewnym momencie, ku naszemu zdziwieniu, Sławek i Paweł dojechali do nas... od tyłu. Podjazd był spory; tam Kiełbasa i Maciek zostali. I to było ostatnie miejsce, gdzie można było jakoś uciec. Ale tuż przed Bielskiem zobaczyliśmy Marcina, schodzącego z przedostatniego punktu. Paweł rzucił hasło do ataku - minęliśmy ich przed ostatnim PK. Potem jeszcze zadanie specjalne - wejście po siatce o oknach takich, że kolana pakowałam pod brodę; rozmiar Flekmusa zdecydowanie. Marcin dojechał akurat po tym, jak skończyliśmy ZS i piliśmy już herbatę. Na mecie euforia też nieco mniejsza, bo byliśmy okrutnie wychłodzeni. Zimno, mokro strasznie. Zawody w sumie fajne, ale troszkę trudna ta orientacja. Myślę, że sporo kłopotów mogły mieć zespoły z tyłu. A na Kiełbasę się nie doczekaliśmy już..."

Jak poinformował Mariusz Maryniak, dowodzący imprezą - nasz trzeci team pojawił się ostatecznie na mecie ze stratą, wynoszącą około 50 minut. Najwyraźniej po wspominanym przez Magdę podjeździe na Przegibek troszkę już zwolnili... Jeszcze raz gratulacje jednak - dla wszystkich.