Kijki trekkingowe GABEL, model Explorer

Poniżej ilustrowany elaborat Darka...

Zabrałem ja na wyjazd, który miał na celu eksplorację dogłębną doliny Oetztal, kije firmy Gabel. Mimo że na stronie Gabela znajdują się w dziale kijów trekkingowych, ja przetestowałem je po narciarsku. Jeździłem ja bowiem w ramach otwarcia sezonu właśnie w Soelden.

Na początek prezentuję ów kij z bliska:

A teraz jego charakterystykę:

Weight: 241 g / 8,50 oz | Lenght: 66-141 cm / 26"-56" | Material: Alu 7075-T651 - ø 18/16/14 mm | Grip: Dual Lite Click Cork - 01/30 CE | Strap: Comfort Automatic Click Logo - 02/14LG silver | Basket: Trekking Lite + S.S. Power - 03/24F + 03/27F | Flex Tip+Tip: Multi Fit + Carbide - 05/5 + 08/9

Pewnie to wiele wszystkim wyjaśni. Ja zaś uprzedzę, że nie były to testy w stylu, że mam dziesięć par i porównuję. Po prostu jeździłem ja dzierżąc jeden w prawicy, a drugi w lewicy. Raz nawet złapałem oba jednorącz, celem wykonania poniższego zdjęcia, którym to chwalę się z dumą, gdyż to jedno z niewielu zdjęć ostrych jakie wykonałem, i mniej więcej właściwie wykadrowanym celem:

A więc z punktu widzenia narciarza, kije teleskopowe są megapraktyczne, w co niegdyś wątpiłem. Otóż przy założeniu, że jechałem na narty z jedna torbą, bez nart, jeno z butami, kaskiem i kijkami, po prostu zmieściły się do mojej eleganckiej walizy. Nie będąc karzełkiem, ani karzełczynką wiedziałem dokładnie, że kijki muszą być dłuższe nieco niż ich transportowa postać. Moje obserwacje doświadczonego narciarza doprowadziły mnie do wniosku, iż większość firm produkujących sprzęt produkuje kije w standardowych rozmiarach co pięć centów, co nie każdemu musi odpowiadać. Teleskopy pozwalają na dopasowanie sobie długości według własnego upodobania... Dochodzi jeszcze fakt ewentualnych tur narciarskich, czy też skitur. Teleszkopy są wtedy megapraktyczne.

Ponadto, napierałem ja na te kije próbując sprawdzić, czy ów system blokujący się nie wybałuszy jakoś. Nie wybałuszył się i działał. Nie miałem ponadto problemów z rozkręceniem kijków po jeździe kilkugodzinnej, co także bez znaczenia wcale nie jest. Kiedyś pewien snowboardzista zapytał mnie na długim trawersie, czy nie pożyczę mu "patyczka". A więc stosując nomenklaturę parapeciarską, patyczek mój wytrzymał moje prawie sto kilo uginając się tylko nieznacznie, ale momentalnie wracając do właściwego kształtu.

Powinieniem wspomnieć o wspaniałym samopoczuciu moich nadgarstków, które to nie rejestrowały żadnych to a żadnych drgań ze względu na elastomerowych jakiś system opatentowany redukujący wszelkie wibracje. A tak wyglądam ja mając zrelaksowane nadgarstki wszystkie:

Obowiązkowo w komplecie znalazły się dwa komplety talerzyków. Ja założyłem takie mniejsze, nie łudząc się, że na lodowcu będzie dużo puchu. Wybór dobry się okazał. Nietrudno jest także zdemontować jeden talerzyk, poprzez proste rozwiązanie nagwintowania końcówki.

Wiadomo, że pomyślunkiem na wysokości 3,5 tys. m n.p.m różnie bywa. Na niższych wysokościach takoż. Jednak długo nie zajęło mi zrozumienie systemu skracania pasków, takich co to mają spowodować, że nie gubi się kijka takiego co chwila.

Przyznaję bez bicia, iż nie robiłem żadnych krasztestów. Podejrzewam jednak, że w trakcie sezonu niejeden upadek będzie miał miejsce. Postaram się zaobserwować specyfikę zachownia kijka Gabel Explorer w trakcie upadku.

I linka jeszcze do strony dystrybutora sprzętu: OTO ONA