Bohater był bardzo zmęczony

  "Tak, jak na tym biegu, to się nie złachałem w tym roku ani razu..." - wyznał z zaskakującą szczerością Maciek Pońc, opisując swoje chwile tryumfu - ale i zwątpienia - podczas drugiej, jesiennej edycji biegu Beskidzka 160 na Raty.

  Jeśli ktoś zagląda na naszą stronę raz na pół roku, to jest na bieżąco - wiosną uczestnicy ratalnej przebieżki pokonali pierwszą połowę dystansu, w sobotę wypadła druga połówka. Maciej cierpiał, ale dotarł do mety - o czem poniżej w słowach dwóch.

 "Do 60. kilometra to mi się biegło super. Wiadomo, Maciek Więcek mi uciekł i miał z jakiś kwadrans przewagi, ale leciałem swoje. Po tej 60-tce jak mnie sieknęło, to myślałem, że tam już zostanę. Z górki poruszałem się w tempie 5 km/h, więc to było człapanie... Minęło mnie tam kilka osób, ta dziewczyna, która była lepsza na wiosnę (Ewa Majer - IB) też. Ale na szczęście doświadczeniem i psychiką - że dam radę - jakoś skończyłem. I dobrze, w generalce za dwa etapy żaden facet nie był lepszy, więc wygrałem w ten sposób" - zakończył opowieść Maciek.

  Gratulujemy zatem hartu ducha (dotarcie do mety) i konsekwencji (dwa skończone starty), sukces traktując jako wypadkową powyższych. Zresztą, trochę na wiarę te przechwałki przyjmuję, bo wyników na stronie zawodów jeszcze nie widziałem. Ale wierzę - jak we wszystkie nasze sukcesy.