Relacja z Icebuga

  Troche ostatnio się zapuściliśmy z newsami, ale - sami wiecie; Igrzyska, medale, te sprawy...

  W kazdym razie - obiecywaliśmy sprawozdanie z biegania po Gorcach w ramach imprezy, rozgrywanej pod szyldem Icebug Winter Trail. Stosowny donos nadesłał niezawodny w takich wypadkach, Maciek Pońc. Poniżej można sobie poczytać, jak wyglądało ściganie na trasie rogaingowej...

  Fajne zawody , super trening , wspaniała pogoda i niezły wyryp .
Rano mgiełka i – 4 stopnie. Na starcie dużo znajomych : Iras , Łuki Warmuz , Janek Kasejowaty , Artur Moroniowaty z psem nieodzownym, Jasiu Gracjasz – wiecznie żywy , Magda Gruziel . Tylko Więcol nie dojechał – pono chory jest.
Przed startem Łukasz powiedział że kto pobiegnie w lewo czyli bardziej po polanach to wygra no i skubany się nie mylił, bo zwyciezca - Zbycho Mosoczy -  tak zrobił i włoił nam 5 pkt. ale wspólnie stwierdziliśmy że jesteśmy tu dla fanu i zaczynamy w lewo – w las i po górkach.
 Zaczęliśmy od 14 i od razu wtopa bo punkt stał przy szlaku a nie na polanie jak jest wrysowany. Potem 15. Ten punkt był żle postawiony, bo wszyscy z czołówki znależliśmy pkt. triangulacyjny na szczycie górki gdzie jednak lampionu nie było (ponoć był 70 m obok). Oczywiście wszyscy zrobiliśmy sobie fotki telefonem, aby pokazać orgom (mnie fotkę zrobiła Magda, której za to bardzo dziękuje i pozdrawiam Uśmiech.)
 
(mapa, jak się patrzy i czyta)
 
To była ostatnia pomyłka organizatorów , reszta pkt. stała, jak miała stać .Od 15 biegłem już sam, ale jak się potem okazało Łukasz obrał ten sam wariant – czyli kolejno 16,17,18,11. przejście z 18 na 11 zajęło mi 1,5 godz. to była jakaś masakra, to tutaj przegraliśmy te zawody. Na podejściu pod Kiczorę wydawało mi się że mimo iż idę w górę to nogi jakby zostawały za mną jakieś 2 m z tyłu. To tutaj przypomniałem sobie że mam w plecaku “ Brutusa” którego dostałem kiedyś od Ciebie. wyciągam ampułkę z plecaka i chcę zażywać specyfiku gdy nagle przypomniałem sobie że to “ kiedyś” był bardzo dawno Uśmiech. Data przydatności skończyła się dokładnie 2 lata temu no ale to przecież tylko chemia – pomyślałem i wypiłem wszystko – wóz albo przewóz , miałem szczęście – pomogło Uśmiech. Po dotarciu na pkt 11 czyli schronisko pod Turbaczem wypiłem kubek izotonica , popatrzyłem przez 5 sekund na niesamowitą panoramę ośnieżonych Tatr i dalej. Biegnąc na 7 mijam się z wracającym Łukaszem , policzyłem sobie że mam do niego jakieś 7 min – byłem w szoku że tylko tyle. Następnie 8 i 9ptk. Tutaj miałem inny wariant niż Łukasz , on pobiegł na 10,3,5 i 6 natomiast ja z 9 pobiegłem na 2 i 5 na mecie byłem na 15 min przed limitem i brakło by mi ok 2-3 min żeby zaliczyć jeszcze 6. W efekcie miałem o jeden ptk mniej od Łukasza. W końcowym rozrachunku Łukasz był 3 . Fenomenalnie pobiegł Iras i wygrał by w cuglach . Wracając juz do mety z pkt. 4 mając zebranych 41 pkt. na asfaltach rzuciło go gdzieś w inny kierunek i w efekcie na mecie był 15 min po limicie co oczywiście przekresliło jego szanse na wygraną - szkoda. Jak biegłem do swojej kwatery pod prysznic, mijałem się z nim jak dobiegał do mety, wyglądał żle...
Generalnie bardzo fajna impreza , dość dobrze zorganizowana , zdołali ogarnąć tylu uczestników.
Koleś który wygrał bieg górski uzyskał czas cos około 1 godz i 12 min . dystans 16,6 km przewyższenie 777 m i po śniegu , dla mnie to jakiś kosmos !!!
Ja chyba jestem 4 ale nie ma jeszcze oficjalnych wyników na stronie więc nie jest to informacja oficjalna.Przebiegłem 38 km przewyższenia wyszło + 1640 , ale w porównaniu z Irasem który przebiegł 47 km to pryszcz.

Komentarze