Droga do mistrzostwa

  Przepis na wygraną w tegorocznych Mistrzostwach Świata w rajdach przygodowych (czyli ARWC w Brazylii) - jest, jak to zwykle bywa, banalnie prosty. Wystarczy przepałować te niecałe 650 km szybciej, niż inne ekipy - i po sprawie.

  Dodać tu należy, że jest łatwiej także o tyle, iż ekip na starcie latoś jakby mniej. Ledwie trzydzieści kilka, z czego duża część z kraju gospodarza i okolic. Ponadto w wielu składach są brazylijskie "importy"; także w jednej z czeskich ekip, które stanęły na starcie. Bo tak się składa, że Czesi - jak zwykle - na MŚ pojechali. I wystawili dwa składy. Z naszych najbliższych znajomych jest jeszcze team z Estonii, więc można sobie wybrać, komu kibicujemy.

 Zespoły w tym momencie dopiero ruszyły - ledwie kilkanaście godzin katują, więc do mety daleko. Zanim jednak ruszyły - trzeba było się przygotować... Czyli - przede wszystkim zebrać skład i budżet, żeby dotrzeć za Wielką Wodę wraz ze sprzętem. A potem:

(Napisać sobie, jak to po kolei będzie szło...)

(...wpakować starannie wybrane rzeczy do wielu skrzyń przepakowych...)

(..odbębnić odprawy, na których to wszystko będzie wytłumaczone po raz kolejny...)

(... no i nie zapomnieć jeszcze ogarnąć sobie mapy. Sam rajd to naprawdę jest już pora relaksu. Fotki z fb Orifixu i Marka Navratila)

   Mapa to zresztą osobny temat; na razie nie wiadomo nic bliżej na temat jakości, ale pewne uwagi już są. Jak na przykład ta Marka: "Mapy jsou úplně nově udělané, ale měřítko 1:100000 může dělat potíž při rozpoznávání detailů". No, jak měřítko jest jeden do setki - to faktycznie detale mogą uciekać. Czego nikomu nie życzymy... A o ARWC postaramy się od czasu do czasu coś napomknąć - to taka dość ważna impreza, w sumie.