Upał, komary, do domu daleko

 Troszkę się ociąga z regularnymi donosami z Brazylii Marek Navratil - miejmy nadzieję, że niebawem coś ciekawego napisze. Ale - dla spragnionych informacji - kilka ciekawostek z ARWC w Brazylii się należy, zatem - prosz barzzz.

 Zawody odbywają się w południowej części Brazylii. Pierwszy etap rozgrywano na rzece Paragwaj, której źródła znajdują się na płaskowyżu Mato Grosso, zaś ujście - ponad 2 tysiące kilometrów dalej, na granicy Argentyny i Paragwaju. Start odpalono uroczyście o godzinie 13.00 czasu lokalnego i szybko się okazało, że taki wybór czasu rozpoczęcia rajdu był brzemienny w skutki. Upał był bowiem na tyle silny, że kilka łódek zaczęło przeciekać (zmiękły gumowe elementy tychże i puszczały wodę). A część mediów miała kłopot z rejestrowaniem tych dramatów, bowiem z powodu wysokiej temperatury "siadały" także aparaty fotograficzne czy kamery.

(Poszły konie po Paragwaju)

 Mapy... Przygodowe, jak trzeba! O skali już było - 1:100 000. Z dodatkowych atrakcji - wielkie płachty, nie zabezpieczone przed wodą. Tu pomocne mogą być nożyczki i własna folia; na kolejny mankament nie ma innej rady, niż przekroczenie regulaminu i posiłkowanie się zrzutami z map (kosmicznych?) z sieci. Mapy zrobiono bowiem w 1964 roku, czyli niedawno obchodziły hucznie półwiecze od wydania... Wprawdzie orgowie zapewniali, że fragmenty, przez które przechodzi rajd, były aktualizowane, ale... Czego to się czasem nie opowiada, prawda?

(wejdźmy do środka, bo komary rypią...)

 No, a do tego szereg innych uciążliwości (owady żarłoczne; ponoć spraye przeciwkomarowe są jednym z najbardziej pożądanych elementów wyposażenia) sprawiają, że ściganie idzie opornie nawet najlepszym. W drugiej dobie rajdu lider prowadzącego teamu Seagate, Nathan Fa'avae (który pewnie będzie liderem takich teamów kolejne 20 lat) miał burknąć na przepaku, że rajdy sobie dzieli według tego, jak bardzo mu się na nich podoba. "I tutaj - jak na razie - nie podoba mi się wcale".

(Nathan-maruda zażywa ochłody na TA 4)

 Potem spokorniał; na przepaku nr 4 miał wyznać, że z powodu upału jego ekipa z trybu wyścigowego musiała przejść w tryb surwiwalowy. A przed gorącem nie bardzo jest się jak schować; wody na odcinkach treku mało, ziemia gorąca, w krzakach jedzą owady - znikąd pomocy. Pęcherze na nogach (trek) i rękach (łódki, kajaki) rosną wspaniale.Ten rajd może naprawdę przesiać i tak nieliczną stawkę...

(Ładny obrazek na pocieszenie. Wszystkie fotografie ze strony i fb orgów)

  Na razie odpadło pięć zespołów (w tym jeden z teamów czeskich - BlackHill/Opava Net; może dlatego Marek milczy?..); dwa inne idą po skróconej trasie. Na czele wspomniana ekipa Seagate, która jako jedyna dotarła już do TA 6. Kapitalnie idą Estończycy (czyli Estonian ACE Adventure); nasi znajomi z zimy zajmują czwarte miejsce. Tyle, że od połowy zawodów, która się nieuchronnie zbliża, treków będzie mniej (a to jest głowna forte Estów) - za to rowerów więcej. No nic, trzymamy kciuki. Druga czeska ekipa raczej w tyle stawki, ale nadal klasyfikowana... To stan na 10.00 rano naszego czasu, więc pewnie będzie się jeszcze dynamicznie zmieniać. Stay tuned!