Rzeź

  Trudno pewnie takie rzeczy oceniać - zwłaszcza z daleka - ale dotychczas za najbardziej rzeźnickie Mistrzostwa Świata w AR uchodziły chyba zawody w Nowej Zelandii (2005) czy Kostaryce (2013). Ale wygląda na to, że tegoroczny wuef w Brazylii ma szansę przebic te wszystkie imprezy.

 Po ponad sześciu dobach od startu najszybszy zespół - czyli nowozelandzki Seagate - ma wprawdzie potężną przewagę nad rywalami, ale do mety jeszcze - teoretycznie - pięć etapów z kawałkiem. Teoretycznie, bo tu się może wszystko szybko zmienić. Ale o tym za chwilę; szansę na tytuł mistrzowski ma teoretycznie pięć ekip, bo tylko tyle zdołało przebyc wszystkie, zaplanowane przez orgów, odcinki rajdu. Ściga się - na skróconej trasie - jeszcze 17 kolejnych (w sumie 22); 10 ekip już poległo, nie osiągając nawet półmetka imprezy.

  Dlaczego? Warto podglądać, co piszą naoczni świadkowie wydarzeń. Marek Navratil machnął szalenie interesujący raport na swoim fb; można z niego wyczytać, że liderzy poruszają się w tempie wolniejszym, niż przewidywano dla najsłabszych zespołów! Ale - trudno się dziwić, że te wyliczenia szybko szlag trafił. Drugi trek Seagate szło (bo raczej nie biegło) w 23 godziny. Reszta stawki kotłowała ponad dobę - albo i lepiej. Czesi z Fenix Multisport-Adidas pokonali go w 40 godzin. Dodajmy, że chodzi o etap o długości 40 kilometrów... Ale trudno pędzić, brodząc w bagnie po pas - albo i wyżej.

 Do tego upał; na spacery to mizerne warunki, na wycieczki kajakiem też słabe. Fotografie poniżej (ściągnięcie z fb Fiony McBride, która towarzysze Seagate) - w sumie więcej mówią, niż czerstwe opowieści. Reasumując - rajd trwa, orgowie rozważają kolejne skróty - także dla tych, którzy na razie idą pełną trasę. Ci, którzy niby mają łatwiej, bo ich przewieziono samolotami z przepaku nr 6 na przepak nr 7 (oszczędność rzędu doby z dużym kawałkiem do dwóch- tyle raftowali najlepsi) - też nie wyglądają zbyt świeżo. Będziemy raportować ciąg dalszy. No, to teraz pooglądajcie...