Po Zdziechach

    W miniony weekend odbyły się Mistrzostwa Polski w RJnO. Odbyły w Zdzieszowicach. Jedziemy na zawody, niby do lasu. A lasuuu… to prawie jak na pustyni było. Pierwszego dnia rowerowanie po pasie zieleni przy zjeździe na autostradę. Po południu właściwie ni to park, ni zarośnięte podmiejskie dziadostwo z jeżynobadylami. A w niedzielę samo żółte. Bynajmniej nie był to piasek nadbałtycki, bo Zdzieszowice to w inną stronę są. To po kolei. Po trzech kolejach. Sprinterskiej, średniej i klasycznej.

O sprincie treściwie

Przepraszam, ale nigdy serca nie mam do tego dystansu. Będzie obrazowo.

Traska męskiej elity

A tak ubieramy się, żeby zdobyć seniorskie złoto. Garderoba jest kluczem z pewnością. Na Harpaganie ostatnio rozdawali sukienki. Testowanie w planach…

Średni średni

Średniak popołudniowy był słaby ze względu na jakość map. Przykra sprawa, że publikowane są przez organizatorów ich lepsze wersje. Bo w ręku mam zupełnie coś innego. Korekta to raczej wskazana jest przed wpuszczeniem zawodników do lasu. Niektórym zdarza się biegać z rowerem nawet poza drogami. A tu takie człowiek napotyka niespodzianki. Jakieś rowy, jakieś strumyczki, których na mapie brak. I zgłupieć można. 

Czyli jak nie robimy mapy do RJnO. Teraz wszyscy ekscytują się Bobem. Proponuję w drugą stronę, to się wszyscy pouczymy. Znajdź Balasa?

Nieklasyczny klasyk

W niedzielę było łyso z drzewami. Po polach, miedzą, asfaltem-tak w wielkim skrócie się jeździło. Wiało okrutnie. Tutaj próżno szukać wyrafinowanych wariantów i liczyć na kreatywność zawodników. Patrząc na poniższe obrazki, to można się zastanawiać: jaka orientacja? A jakże…byli i tacy, którzy próbowali przechytrzyć mapę i budowniczego. I kończyli bardzo różnie. Przeważnie na brudasa.

Końska trasa męskiej elity

Poglądowe zdjęcie terenu z rowerzystą, albo rowerzysty z terenem (z fejsa Azymkowego, zdjęcie wyżej z Radkiem takiego samego źródła jest)

To nie żart, w trakcie zawodów grad nas uraczył. U seniorów wygrał ten, kto miał nie tylko aż dwa pedały z rowerem w zestawie, ale w nogach troszkę więcej niż reszta. Mowa o Grześku Marcinkiewiczu. A bohaterem dystansu został Hubert Kielak, któremu po pierwszym punkcie wykręcił się pedał. I ukończył trasę właściwie na hulajnodze. Pewnie będę w mniejszości, ale mnie się takie przeloty, koncepcja ustawienia niezmiernie podobała. Z terenów dostępnych do dyspozycji, to całkiem niezłe wyszły trasy. A zawody (no prócz tych map) można zaliczyć do udanych. Udane dla organizatorów, a dla teamowych orientalistów to w szczególności.

Poniżej klubowi medaliści weekendowych zmagań. Hania to startów w RJnO doliczyć się może na palcach jednej ręki. Także ogromne gratulacje! Takie złotka, sreberka i brąziki po tych kilku startach dały Teamowi 360 w podsumowaniu klubowych Mistrzostw Polski w RJnO drugie miejsce (tuż za Azymkiem). Pod koniec maja będzie kolejna okazja do obwieszenia się medalami. A te zdobyć będzie można na podlaskiej ziemi. Tam też będą kleszcze.

I najwspanialsza na świecie Trenerka ze swoimi sukcesami:-)

 

 

  

 

Komentarze

Ostatnie zdjęcie przedstawia

Ostatnie zdjęcie przedstawia tylko część klubowych medalistów - autorka skromnie przemilczała swój brąz w elicie pań. Gratulacje.

W relacji pojawiła się wzmianka o Bobie. Ja niestety miałem okazję spotkać się z nim na sprincie wielokrotnie, a na przejeździe pomiędzy PK 35-40 to nawet uciąłem z nim dłuższą pogawędkę. Sprint jest dystansem, który nie wybacza błędów, a to co ja wyprawiałem na trasie w sobotę rano to aż wstyd się przyznawać. Mam tylko nadzieję, że limit błędów na ten rok już wyczerpałem :)

Sprint był zlokalizowany w okolicach autostrady. Teren nie był płaski o czym przekonałem się już na dojeździe do drugiego PK (inne rozmieszczenie PK na mapie) - bardzo wysoka skarpa, na którą nawet nie próbowałem wjeżdżać tylko wybrałem wariant biegowy. Skoro było w górę to za chwilę było w dół, ale w połowie ścieżki należało odbić na PK 33. Kolejny mój punkt to PK 34 i tu pojawił sie słynny Bob. Punkt widoczny z daleka jak latarnia, a ja się uparłem, że pojadę w drugą ścieżkę (zgodnie z otrzymaną mapą). Niestety tutaj mapa trochę nie grała z rzeczywistością co zaowocowało zwiedzaniem osiedla. Kolejny PK 36 - dojazd bez problemu, powrót do ścieżki i ... co to za asfalt? No tak, skręt w lewo zamiast w prawo i nieudana próba zgubienia się. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Z PK 35 do 40 należy skręcić w prawo, a następnie pod kątem w lewo. Łatwizna. Ale nie z Bobem ... Szybki wyjazd z chaszczy (w lewo), skręt w prawo i szukam czegoś pod kątem w lewo. Niby się zgadza (tylko jak ma się zgadzać jak był nadprogramowy skręt w lewo???), ale pseudo ścieżka kończy się w jeżynach. Wróciłem przez krzaki na drogę i gdzie ja jestem? Jadę jakąś ścieżką, jest PK, podbijam, ale ma on inny kod 43 i ja go nie mam na mapie. W końcu odnajduję PK 40. Później na paragonie okazuje się, że z PK 43 na 40 przemieszczałem się ponad 1 min (jakieś 30m !!!). Kolejne PK jest kilka metrów ... niżej, czyli ostry zjazd na dół. Kolejne moje PK już bez towarzystwa Boba :). Teren sprintu ciekawy, urozmaicony.

Średni miał ciekawy dojazd na start - przez ogródki działkowe i moje pierwsze skojarzenie - tu się ścigamy? Na szczęście teren zawodów był w lesie, gdzie miejscami były szybkie ścieżki, a miejscami jeżyny. Mapa niestety bardziej do BnO, ale dało się jeździć.

Klasyk. Pierwsza niespodzianka poranna - niska temperatura - tylko +4°C i wiatr. Dojazd na start pod górkę, a po starcie ... nadal pod górkę (na szczęście mniejsze nachylenie) po nibyasfalcie. Lasu jak na lekarstwo, ale jazda między polami też ma swoje uroki. Na trasie sporo zjazdów i podjazdów, ale z nastawieniem raczej na harpaganów, którzy mocno i szybko kręcą. Ja niestety nie zaliczam się do nich. O ile zjazdy i szybkość nie sprawiały mi problemu to na podjazdach (nie wiem dlaczego ale głównie na tych asfaltowych, które miejscami były bardzo strome) zaczyna mnie odcinać i kręcę na niskich obrotach. Na koniec wybieram wariant skrótowy, który ma jedno ale - trzeba w odpowiednim momencie skręcić w prawo i w las. Zjazd polną drogą między polami bardzo szybki (do 40 km/h między kamieniami), fajnie się jedzie i skręt przegapiony, później przez las za nisko wyszedłem na drogę i do przedostatniego PK trzeba trochę pod górę. Do mety już raczej z górki. Jest meta, uff, 27 km na liczniku. Zaraz za metą nawet rzuciłem "brakowało tylko faworków", ale już po jakimś czasie miałem trochę inne wrażenia z klasyka. Teren ciekawy (widokowo), pagórkowaty, niestety mało wariantowości, miejsami długie przeloty. Mimo to (i odległej lokaty) jestem zadowolony ze swojej jazdy i nawet miałem przyjemność z jazdy. Analizując później na spokojnie mapę dla kategorii M21 to mam wrażenie, że mieli oni łatwiejszą trasę (i mniej orientacji) niż M40.

W mojej ocenie zawody udane i wielkie brawa za organizatorów również za decyzję o przyznaniu medali weteranom takich samych medali jakie sponsoruje PZOS dla kategorii KM17-21.

Karolo, Andrzeju, dzięki za

Karolo, Andrzeju, dzięki za relacje.

Gratulacje dla wszystkich, którzy stanęli na podium. Frekwencja niestety nie była za duża, ale cóż, widocznie Ci, co mieli być tacy mocni, przestraszyli się i nie przyjechali :-).

Szkoda, że w K21 jest taka mała konkurencja. Ania cały czas wygrywa. Dziewczyny do boju! :-)

A z relacji wynika, że zawody były całkiem ciekawe. Tereny na pewno inne od typowych, bo jakoś wszyscy się przyzwyczaili do pod Otwockich lasów i teraz każda mapka, gdzie nie ma Zagórza lub falenickiej wydmy jest jakaś dziwna :-).

Szczególnie mapka od klasyka jest ciekawa. Niby nie ma wariantowości, ale wydaje się, że miejscami można było sporo zyskać jeżeli ktoś zdecydował się ciąć przez pole np. przelot 8-9 dla M40. Tyle, że ryzyko jest duże ze względu na strumienie i spore przewyższenia. Ktoś się pochwali trackami? Jakie warianty wygrywały?

 

Ja mam tracki, ale nie ma

Ja mam tracki, ale nie ma czym się chwalić (chyba, że odwróci się tabelę). Mój wariant również nie był wygrywający (chyba, że miałbym więcej siły). Mogę zaprezentować orientacyjny wykres wysokości na trasie klasyka w kategorii M40: