Rosną młode kadry!

  Zupełnie nieoczekiwanie, trochę nam się klubowy środek ciężkości przesuwa. Dotychczas było tak, że warszawka była od jeźdżenia na rowerze i kasowania, co tam jest do skasowania (medale, dyplomy, wizyty w zakładach pracy) - zaś tak zwane rubieże, z naciskiem na Dolny Śląsk (w osobie Korka Jaskuły) były od biegania. A tu - masz. Jeszcze można zrozumieć, że na trzecim rzucie Mistrzostw Wrocławia w RJnO jeździ (i wygrywa!) tylko Kornel. Ale, że impreza rangi MP w rowerach - a ze stolicy nikogo! Smutne to trochę. bo te zawody (mowa o zeszłotygodniowych MP na Dziewiczej Górze pod Poznaniem) były ponoć bardzo fajne. No, ale wyszło, jak wyszło; nas troszkę usprawiedliwia kolizja terminów z Rajdem Miejskim w Warszawie. Innych nieobecnych - to już nie wiem, co... 

 Wracając do rzeczy - fajnie było, Korek znów się pościgał. Medalu, niestety, nie przywiózł - ale od czego jest rodzina! W zawodach wziął bowiem udział ( a tak dokładniej, to debiutował) - nasz nowy zawodnik, Wacław Jaskuła, zwany dalej Juniorem. Junior, jak sama ksywa wskazuje, startuje w kategorii M-60. Ktoś może powiedzieć, że zdobycie medalu w trzyosobowej stawce, to żaden wyczyn, ale:

a) trzeba dojechać do mety w określonym czasie. A nie wszyscy, zdaje się, dawali radę...

b) jak tacy mądrzy, to może sami wyciągną tatkę lub wuja w stosownym wieku i namówią do startowania w tym dziwacznym sporcie?

(Junior w środku, między Stasiem Kruczkiem - złoto - a Zbyszkiem Hornikiem - organizacja. Foto - Koreq)

 W każdym razie - środowisko działaczy naszej sekcji jest bardzo zadowolone z obiecującego debiutu. Co więcej - coś mi się zdaje, że progres u Juniora jest nieunikniony i najlepsze jeszcze przed nami. Tak, czy inaczej - brawa dla obu panów J., dzięki którym nasz najdzielniejszy z dzielnych klub (ponoć, wedle wstępnych wyliczeń) obronił trzecie miejsce w Klubowych Mistrzostwach Polski w RJnO. Hurra! Odznaczenia na koniec sezonu, jak zwykle...