Pięć blach Jarochów na dobry początek sezonu!

   Artysta, obecnie poseł, Paweł Kukiz, napisał i wykonał kiedyś utwór pt. "Rodzina słowem silna". Tekst nijak ma się do poniższej historii, ale team Jaroszków można śmiało określić jako "rodzinę medalami mocną". W ten weekend rozgrywano w Czechach Mistrzostwa Polski w Narciarskim Biegu na Orientację; Ania i Kuba przywieźli stamtąd aż pięć blach! (zdjęcie obok).

  Zawody rozgrywane były równolegle z mistrzostwami Czech w sprincie; do tego swój puchar mieli Niemcy. I pięknie, dzięki temu impreza miała rozmach, obsadę, mapy odpowiednie - i tak dalej. Polacy zdobywali medale, ale - oczywiście - w kategoriach netto (czyli tylko w gronie swojaków); w open na podium załapał się tylko Remik Nowak, który w M 45 zajął trzecie miejsce na średnim dystansie. I tu wielkie brawa się należą, bo to jest rezultat nadzwyczaj syty.

  Wracając do naszych czempionów - Ania zdobyła brązowy medal w sprincie i klasyku, Kuba - brąz w sprincie, srebro na średnim i złoto w klasyku. Ponadto nasz bohaterski team reprentował Adam Wroniak, który najwyżej klasyfikowany był na klasyku, zajmując 4.miejsce. Gratulujemy, bo obsada w tej kategorii (w naszych, krajowych, realiach) była naprawdę dobra.

(Pudło klasyka K-45...)

(... i M 20)

 A jak to wyglądało? "Nogi mnie bolą dzisiaj strasznie. Ale nie chodzi o dystans, tylko twardo było strasznie dzisiaj... I bolało czasem. W sobotę śniegu dużo, w dodatku miękki - jak się nie miało szerokich talerzyków do kijków, to bez szans na odpychanie. No i mapy - wszystko fajnie, ale jak się startowało pod koniec stawki, to tych wyjeżdżonych ścieżek było znacznie więcej, niż zaznaczonych na mapie. I to jest tajemnica sukcesu; przecież Ania Górnicka-Antonowicz na sprincie wygrała ze mną ledwie kilkanaście sekund. A kondycyjnie czy nawigacyjnie to chyba jednak ciut lepiej stoi.. No, ale jak się dziewczyny zorientowały, jak to wszystko wygląda, to na kolejnych dystansach nie było już tak różowo".

(Krótki, sobota; mapa Kuby)

 Kuba, jako dyplomowany malkontent, skupił się na sobotnich dystansach: "Nie dało się jechać, zapadałem się po łokieć. Narty zresztą też, ci Czesi jakcyś tacy mniejsi byli". A niedziela? "Nie było łatwo, na tym lodzie nie wszyscy sobie radzili. Ale można było w końcu jechać, nawet łyżwą. A trasa albo z góry, albo podbieg". Jak to w górach, można powiedzieć...

(Klasyk; też M 20)

 Grunt, że cali i zdrowi wszyscy wracają. Fajnie, że MP na nartach w końcu się udało rozegrać - i że całkiem spora liczba (biorąc pod uwagę tak zwany potencjał) polskich zawodników się na nich pojawiła. No i - że nasi wracają z tarczą!

(Tarcza pełna medali)