Nawojowo nastawieni

W pierwszy weekend kwietnia odbyła się pierwsza tegoroczna runda zawodów rowerowych na orientację (z kalendarza CTZ). Spora grupa (na)wojowo nastawionych i zgłodniałych rywalizacji kolarzy stawiła się w Nawojowej Górze aby powalczyć o medale Mistrzostw Polski w sztafetach oraz pościgać się w sprincie i klasyku.

Dosyć wczesny termin zawodów mógł sugerować jeszcze zimowe warunki, a tu niespodzianka - cieplej niż czasami w lipcu - niebo bezchmurne, piękne słońce i ponad 20°C (na plusie). Aż się chciało jeździć :)

Na rozgrzewkę był sprint w okolicach ruin zamku w Tenczynie.

Trasy zaprojektowane ciekawie. Start na górze, w okolicach ruin, więc na początek należało zjechać na dół (wąska i kręta asfaltowa uliczka), gdzie można było nieźle się rozpędzić. Ale skoro zjechało się na dół to należało później wdrapać się na górę i tu już nie było lekko. Przykładowa mapa ze sprintu poniżej:

Ciekawie wyglądał przejazd pomiędzy PK 7 i 8 - albo obok zamku stromą ścieżką albo dookoła asfaltem. Ja wybrałem wariant asfaltem i wcale nie było lżej. Najpierw asfaltem dosyć stromo, a później ścieżka również nie należała do płaskich. Zanim odnalazłem PK 45 to "pozwiedzałem" okolicę i zapoznałem się z lokalizacją kolejnych moich PK. Takie uroki orientacji :)

Jeden z ostatnich PK był umiejscowiony zaraz przy (zamkniętym) wejściu do ruin:

Po południu rywalizacja przeniosła się do Nawojowej Góry, gdzie walczyliśmy o pierwsze tegoroczne (rowerowe) medale. Już na starcie był mały "zgrzyt". Start masowy, na czele elita, później młodsi, a na końcu Mastersi. Elita wyrwała do przodu, a Mastersi zostali przyblokowani na wąskiej drodze przez młodzież, która nie dawała rady jechać po ... piachu. A można było ich puścić parę minut później.

Warunki na trasie były dosyć trudne - sporo gałęzi na niektórych ścieżkach, dużo rozjeżdżonych dróg przez leśników i te przewyższenia ... Tuż przed startem na swoją zmianę usłyszałem "zapomnij o jeździe na rowerze". I rzeczywiście - człowiek przyjeżdża z nizin to jak ma sobie poradzić z takimi warunkami? Najbardziej chyba męczyli się najmłodsi bo oni dużo więcej mieli pchania (rowerów). Na szczęście pogoda sprzyjała to i była przyjemność z jazdy.

Przykładowa trasa ze sztafet:

Ja na swoją zmianę wystartowałem jako czwarty (wśród Mastersów) i na dzień dobry spotkałem się z Bobem. Źle oceniłem ścieżkę z PK widokowym i skręciłem ... o jedną ścieżkę za wcześnie. Nie dość, że pod górę to jeszcze nic się nie zgadza. Jak ma się zgadzać jak to niewłaściwa ścieżka. Szybka ocena sytuacji i na przełaj przez las po krzakach. Potem już nie było takich błędów. Dojeżdżając do PK 6 (ścieżką na linii PK 5-7) spotkałem się z Irkiem (Towarkiem). No pięknie, teraz to już raczej 5. miejsce bo z Irkiem nie mam szans. Trudno, jadę swoim tempem. Po drodze jeszcze jedno zwiedzanie lasu (taki niby skrót) i szybki dojazd do mety z zaliczeniem ostatnich 3 PK. A tu partner ze sztafety uradowany i krzyczy, że mamy brąz. Na szczęście nie był to żart na Prima Aprilis :)

Ze sztafetami jest jeszcze jedna ciekawostka. Jak trwała ceremonia medalowo-dyplomowa z trasą nadal walczyła Anna Bogucka-Jaroszek. Dojechała do mety, w wynikach nie ma NKL (ale nie ma również cyfry 3), teoretycznie sztafeta pań była na brąz, ale czy dostała medale?

Na niedzielę przewidziany był dystans klasyczny, po tym samym terenie co sztafety. Dojazd na start oznaczony faworkami (jakoś zabrakło w centrum zawodów prostej mapki z oznaczeniem startu). Ja tym razem startuję w swojej kategorii jako pierwszy i pozostali mnie gonią. Tak wyglądała mapa:

Sporo czasu straciłem na znalezienie PK 1 oraz startu. Poziomice sugerowały, że nie będzie lekko, o czym mogłem się przekonać wybierając dziwny wariant z PK 2 na 3 - na południe pod górę. Co to było za podejście ... Można je określić jednym słowem - parabola - im wyżej tym bardziej stromo !!! Kolejny dylemat związany z wariantem pojawił się po podbiciu PK 7. Przy tym punkcie dogonił mnie Tomek Bergier, szybko podbił punkt i wrócił drogą skąd przyjechał. Ja jednak dłużej przyglądałem się w tym miejscu mapie, ponieważ dojazd do tego miejsca był szybką jazdą w dół asfaltem (prędkość 40+ km/h), stwierdziłem, że nie wdrapuję się i wybrałem wariant dookoła po asfalcie. Jakież było moje zdziwienie jak po kilku minutach słyszę za sobą Tomka ze słowami "Ty to masz dar przekonywania do innych wariantów". Wspólna jazda była krótka i Tomek szybko mi odjechał. Ciekawy był też wariant z PK 10 na 11. Ja zaryzykowałem i pojechałem jak najwięcej asfaltem z opcją przedzierania się przez las, a tu niespodzianka - było kilka małych ścieżek, których nie bylo na mapie. A z rozmów na mecie wiele osób wybrało wariant nieasfaltowy. Ogólnie trasa ciekawa, pokręcona i trudna, ale jakoś przyjemniej się jechało niż dzień wczesniej na sztafetach. Do tego niektóre ścieżki można było odwiedzić 4-5 razy, ale to raczej wynikało z lepszego (lub znanego już) wariantu przejazdu. Niestety drobnym minusem była spora rozbieżność w podanej długości trasy - miało być 14 km, a wyszło 21 km (czyli 50% więcej).

Podsumowując - zawody bardzo udane, ciekawy teren i trasy oraz to, że nie było za lekko.

Wyniki można znaleźć tutaj.