Korek zwycięzca

 Coś w tym jest,że złe wiadomości rozchodzą się szybciej. Korek Jaskuła wygrał Liczyrzepę już w sobotę; co więcej, zaraz potem podesłał ilustrowane sprawozdanie z zawodów. No i - masz, już w środę obwieszczamy o tym z dumą niekłamaną. Jak się dowiecie z poniższego donosu - Kornel tym razem nie porwał się na jakiś długaśny dystans; sprytnie desygnował za to do boju Papę na dłuższą trasę rowerową. Pan Wacław nie zaliczył wszystkich punktów - z braku czasu - więc sklasyfikowany został na 16. miejscu. A teraz czas na relację czempiona:

 Spodziewając się dziecka i mając wykończenie domu na głowie, planowanie wolnego czasu dalej niż "nastepny weekend" jest nierealne. Dlatego na start w kolejnym Rajdzie Liczyrzepy zdecydowałem się na dzień przed imprezą. Organizator zapewnił mi mapę - o więcej nie prosiłem. Wahałem się między trasą 25km, a 50km. Wybór padł na tę pierwszą ze względów logistycznych oczywiście. Na starcie stawiło się ponad 20 osób, w tym kilka znajomych twarzy i kilkoro nieznajomych, którzy z wyglądu robili wrażenie ścigantów. Na odprawie rzucono garść ważnych informacji: mamy scorelauf, 24 PK, mapa to geoportal (ok. 1960) uzupełniony podkładami do rjno (2004, 2012, 2016), a większość punktów to stałe PK. Po rozdaniu map długo się nie zastanawiałem, wariant narzucał się jeden, pytanie ograniczyło się do "którą górę brać na początek?" - stanęło na łagodnym aczkolwiek długim podbiegu na najwyższy punkt na mapie. Reszta ścigantów wybrała ten sam wariant i do pierwszego punktu mieliśmy mały pociąg. Na końcówce przyspieszyłem starając się zgubić ogon na wybiegu z PK. Manewr udał się połowicznie gdyż otwarta przestrzeń nie ułatwiała ukrywania się przed konkurencją. Kolejne punkty to pierwsza grupa stałych PK na mapie Grzybek. Poszło gładko i tylko na pierwszych dwóch między drzewami dostrzegałem goniących mnie zawodników. Postanowiłem narzucić szybsze tempo, szczególnie że czekał nas dłuższy przelot po urokliwych polnych drogach. Na dłuższych prostych nie widziałem nikogo z tyłu, więc ze spokojem kontunuowałem podbijanie PK - tym razem liczna ich grupa została umieszczona na mapie Świerzów. Następnie szybki przelot z zachodu na wschód i kolejne kilka PK na podkładzie z mapy Kozie Czuby. W sumie nazbierało się prawie 23 km, 460 m w pionie i 2h 11min. Na mecie nie było jeszcze nikogo, dlatego organizatorzy wręczyli mi oryginalną statuetkę za wygraną oraz domowej roboty piwo. Z ciekawostek: Irek Towarek - etatowy wygrywca Rajdu Miejskiego w Gliwicach w Mixach - wygrał dość mocno obsadzoną trasę rowerową 100km!

(Autor  relacji i czempion w jednym - pierwszy z prawej)