Odrobina czeskiego klimatu

  Niemała jest w polskim środowisku biegaczy na orientację (a i rowerowców też) liczba wyznawców czeskich zawodów z mapą. Jak tam fajnie, że organizacja świetna, dobre mapy, trasy i w ogóle zawodników mnóstwo. No i nie sposób się ze sporą liczbą tych argumentów nie zgodzić - a żeby się przekonać, wystarczy wybrać się za południową granicę. Do tej listy plusów (piwa i smażaka nie wymieniam, bo to oczywiste oczywistości) dopisać należałoby także teren. Tam jest jakoś bardziej wymagająco pod nogami; nieprzyzwyczajeni do tego podłoża mogą czuć się jak polscy piłkarze na stadionie Spartaka - niby robią, co mogą - a rywale i tak biegają szybciej.

  Tym bardziej należy dopieszczać te polskie imprezy, które w jakiś sposób nawiązują do południowych wzorców. Głuchołazy Cup to zawody debiutujące w naszym kalendarzu, ale był to debiut solidny. Azymut Mochy zorganizował bardzo fajne ściganie i z tej listy, wymienionej na samym początku, brakowało w zasadzie tylko większej liczby startujących. Chociaż - też nie do końca. Bo ekipa z Moch nie działała sama; drugi dzień tej trzydniówki to były jednocześnie mistrzostwa okręgu w Czechach, organizowane przez klub za Zlátych Hor. W efekcie w sobotę startowało ze dwa-trzy razy więcej zawodników, niż w piątek i niedzielę. Ale - nie znaczy to, że pozostałe etapy były łatwiejsze; o, nie. 

  Azymut Mochy wspierali bowiem nie tylko Czesi, ale i wyjadacze z Hadesu Poznań. Paweł Zieliński (oraz Piotr Murawski) odpowiadał za mapy, zaś Remik Nowak namotał niezwykle ciekawe trasy. Może szkoda, że nie wiedział, iż na niedzielnej mapie cięcie warstwicowe wynosiło 5 metrów, a nie 2,5? Może wykręcenie średniej w granicach 10min/km nie byłoby aż takim wyczynem. No i szkoda gorszej jakości map w piątek - wydruk dołożył trudności w ich czytaniu zupełnie niepotrzebnie - i tak było niełatwo. 

(ładnie, nie? Foto - Remik Nowak)

 Ale ta miejscówka i te zawody to jest dobry kierunek. Góry Opawskie to hardy teren, gdzie trzeba włożyć sporo wysiłku w poruszanie się. A takie trasy, jak ostatnio w Głuchołazach, gwarantują solidny wycisk. Zupełnie, jak w Czechach. Na piwo i smażaka można przecież wyskoczyć za granicę - jest w końcu bardzo blisko...