Mordownik!

  My tu w kółko o rowerach, a tymczasem działy się przecież ostatnio rzeczy szalenie interesujące. Miłośnicy samoupodlenia na dłuższym dystansie mieli, na przykład, swoje mistrzostwa. Konkretnie - MP na 50 km na piechotę z mapą, rozgrywane w ramach Mordownika. A tak się przypadkiem składa, że organizujący te zawody Janek Lenczowski podzieił się z nami swoimi wrażeniami z imprezy. O czym - koniecznie - należy poczytać poniżej...

  Mordownik po 4 latach wrócił w Beskid Niski. Tym razem teren nie był aż tak dziki jak w Jaśliskach, było jednak więcej przewyższeń i trasa piesza nie dała uczestnikom zbyt wiele okazji do odpoczynku.

Zawodnicy tras pieszych mieli za zadanie obejść Jezioro Klimkowskie przy okazji zwiedzając okoliczne lasy, góry i wsie. Dzień był raczej pogodny, a nie doskwierał upał, co dawało dobre warunki do poruszania się na długim dystansie.

Trasa rowerowa kierowała się bardziej ku południu. Zawodnicy docierali do malowniczej doliny, w której ongiś położona była wioska Radocyna. Tam obie trasy rowerowe miały punkt żywieniowy. Trasa rowerowa 130 km prowadziła dalej na Słowację, gdzie można było zwiedzić górskie pogranicze.

(Wręczenie nap na TP 50. Menago w gustownym obuwiu)

Na wszystkich trasach zawodnicy i zawodniczki zmagali się z własnymi słabościami i nie zawsze banalną nawigacją. Najtrudniejsze wyzwanie stanowiła trasa piesza 50 km, która w tym roku miała rangę Mistrzostw Polski PMnO. Jej zachodnia część była trudniejsza fizycznie, podczas gdy wschodnia stanowiła większe wyzwanie nawigacyjne i terenowe. Zawodnicy wybrali różne warianty zaliczania 16 PK na trasie, walka była zacięta i obfitowała w liczne zwroty akcji. Ostatecznie kluczowy okazał się PK 13, do którego podejście od strony zachodniej okazało się pułapką. Czołowi zawodnicy stracili zbyt dużo czasu na poszukiwania feralnego punktu. Paweł Jankowiak, który zdobył go na początku zawodów od strony wschodniej, okazał się wygranym całego zamieszania i popisująć się znakomitą formą fizyczną i świetną nawigacją zwyciężył na silnie obstawionej trasie z czasem 8h48m. Podium dopełnili Marcin Sontowski i Mateusz Komorowski przybywając po 11h14m. Tak zakończyła się rywalizacja na trasie mistrzowskiej wśród mężczyzn.

(Zieleń, przewyższenia i Piotrek Pilak w stroju służbowym)

Kobiety rywalizowały równie zacięcie. Na 1h15m przed limitem przybyła Ania Hoduń, jednakże bez 3PK, za chwilę pojawiła się być może najpoważniejsza faworytka Ania Sejbuk bez 4PK. Gdy wydawało się, że walka o podium tak właśnie się zakończy na metę dotarły Basia Skupień-Franczyk z kompletem i Beata Pospieszył bez dwóch PK. Kasia Karpa, która dotarła ostatnia z 3 brakującymi PK nie była już w stanie rozedrzeć stawki i dostać się na podium.

Limit 14h nie był, jak się okazało, bezpodstawnie wydłużony. W tym czasie do mety udało się dotrzeć tylko 18 zawodnikom i 1 zawodniczce z kompletem PK. O pechu może mówić Wojtek Zając, który dotarł z kompletem, jednak 4 minuty po czasie.

Na trasie rowerowej 130 km. największą moc pokazał Zbyszek Mossoczy, który był klasą sam dla siebie i w drugiej części zawodów odjechał Adamowi Wojciechowskiemu. Trzecie miejsce zajął coraz lepiej spisujący się Łukasz Mirowski.

Na trasach krótszych triumfowali Mateusz Wiktorowski i Joanna Garczarek (TP25) i Katarzyna Czepiel-Rak i Łukasz Rak na trasie rowerowej (TR50).

(Sielanka. Wszystkie fotografie - organizator)

Krótsza trasa piesza nie rozpieszczała zawodników, często trzeba było schodzić ze ścieżek i docierać na punkty przez las, nie brakowało stromych miejsc i samo ukończenie trasy może być dowodem na silną psychikę i powodem do dumy.