Potrójne wyzwanie nadchodzi!

  Zagadka bardzo prosta - co to za impreza, na którą w środku teoretycznego roztrenowania zjeżdża prawie 500 osób, żeby się złachać po trzykroć (dwa razy na trasie, przynajmniej raz wieczorem)? Odpowiedź jest oczywista, więc nagród nie będzie; to GEZnO, rzecz jasna. W tym roku rozgrywane po raz siedemnasty (to niemożliwe, przecież nie tak dawno startowałem na pierwszym...); po raz kolejny też jest to memoriał Janka Gracjasza. Ta tradycja w jakiś sposób tłumaczy fenomen popuarności GEZna; w końcu, przez tyle lat, można sobie było wychować armię uczestników. No, ale prawie pełnoletni staż imprezy to nie wszystko. I tu wracamy do pierwszego zdania; to są takie zawody, gdzie można się wyekstrimować na kilka sposobów...

(GEZnO 2017. Foto - Paweł Banaszkiewicz)

 Pierwszy jest dość oczywisty; dwa dni ostrego ścigania w górach, na dość długich (w tym roku akurat może nie aż tak; długość przeszła za to w stromość) dystansach - to daje w kość, więc sporo osób ma ochotę się zmierzyć z wyzwaniem. A ponieważ: a) niektórzy to by się chcieli zmierzyć, ale tak trochę mniej, b) organizatorzy wiedzą, o co w tej zabawie chodzi -  to od lat systematycznie rośnie liczba tras do wyboru. W tym roku będzie ich aż jedenaście; nietrudno się przy tym domyślić, że najliczniej obsadzona będzie ta najkrótsza, czyli rekreacyjna. A drugi powód? No cóż... Zapowiedź na stronie organizatora brzmi cakiem niewinnie: "W sobotę planujemy ognisko z muzyką na terenie ośrodka. Muzyka będzie z magnetofonu. Choc jeżeli ktoś będzie się czuł na siłach będziemy mieli mikrofon." Trzy zdania niby, a ile treści kryją w sobie. Kto nie był, nie zrozumie. I jeszcze - kto nie był, niech sobie to zaplanuje na przyszłość... Bo w tym roku, w Brennej, już komplet ponoć. Z czego mamy nadzieję zdać relację, jak już odpoczniemy. Po wszystkim.