Legendy o żulach, czyli pożytki ze strat

 Bardzo interesujące dyskusje się ostatnio wywiązały w środowisku biegaczy na orientację; ich kanwą były - znakomicie zorganizowane, skądinąd - sprinterskie MP w Szczecinie. Pewnie wszyscy wiedzą, ale dla porządku przypomnijmy: oto w prapiastowskim grodzie (Byliśmy-Jesteśmy-Będziemy!) odbywały się Mistrzostwa Polski, przeprowadzone z naprawdę dużym rozmachem. Była reklama, były media, były najwyższe czynniki na dekoracji - i były bardzo dobre zawody. Ale - jak to w życiu - nie ma rzeczy idealnych i ogólne, świetne, wrażenie, popsuła sprawa, której służby dochodzeniowe nadały kryptonim "torba żula". 

 Kryptonim wziął się stąd, że jedna z zawodniczek kategorii K 20 miała odnaleźć PK 74 (trzeci PK na tej trasie) przestawiony o jakieś 20-30 metrów, w dodatku - wciśnięty do plastikowej torby czy też worka. O dokonanie tego czynu (to znaczy - o przestawienie PK i schowanie go do wora) oskarżono, po pobieżnej analizie wydarzeń, lokalnych poszukiwaczy straconego czasu, zwanych popularnie żulami. Dalej sprawy potoczyły się wartko; zawodnicy kategorii M 40 (dla których był to PK 1 i rzeczywiście mogli mieć problem z ogarnięciem się w sytuacji) złożyli protest, w efekcie którego Komisja Odwoławcza podjęła precedensową decyzję o skasowaniu tego przebiegu z wyników tej kategorii i liczenia rywalizacji dopiero od PK 1. Sędzia Główny decyzję utrzymał - i też wpisał się do historii, bowiem takiego rozwiązania prawnego nie przewidywał żaden regulamin. Ponieważ jednak starcy (pardon, Mastersi) biegali tylko po blachy, zaś młode Panie (K 18 i K 20) także po punkty kwalifikacyjne na MEJ i MŚJ - zrobiło się zamieszanie. Na zasadzie - dlaczego tamtym (M 40) protest uznano, a innym (K 20) nie? Wprawdzie okazało się niebawem, że oficjalnie żadna z Pań protestu nie składała, ale - co tam. 

(podejrzany o sprawstwo czynu wraz z narzędziem zbrodni)

 Ruszyła dyskusja, w której aż roiło się od słusznych dezyderatów i żądań. Co prawda - niespecjalnie analizowano tu fakt, że międzyczasy na feralny PK w kategoriach poszkodowanych (K 18 i K 20) nie bardzo różniły się od tych w kategorii M 45 czy M 50, które biegały tę samą trasę, tyle, że tuż przed juniorkami. Co mogłoby wskazywać na to, że PK źle (czyli dalej, niż powinien, w stosunku do kierunku nabiegu) stał już wcześniej. Ale żaden baran z M 45 nie wpadł na to, żeby sprawę oprotestować i mam o to spore pretensje, bo po tym PK zupełnie mi się bieg posypał. Wracając jednak do wydarzeń - interwał startowy wynosił minutę; co chwila zatem ktoś (najpierw M 50, potem M 45, potem wreszcie K 20 i K 18) przebiegał w tym miejscu. Kiedy zły i przebiegły żul mógł porwać PK, taszczyć go przez krzaki kilkadziesiąt metrów i porzucić, pozostając niezauważonym - zagadka to wielka, godna Ericha von Dänikena. Podli ludzie, których na tym świecie wszak nie brakuje, mogą za to domniemywać, że PK stał źle od samego początku - zaś rozbawiony menel tylko wpakował na niego swoją kopertówkę od Biedronki i dlatego Agnieszka musiała przed potwierdzeniem punkt uwolnić z wora. Ale - to tylko takie domysły, niesłuszne zresztą. 

Ważniejsze jest, że ruch obywatelski (wspierany mądrymi radami zza granicy) postawił słuszne postulaty. Budujące było też, jak chętnie głos w dyskusji zabierały osoby, które na zawodach nie były - ale nie przeszkadzało im to wcale wygłaszać opinii w rodzaju "odechciewa się jeździć na zawody"... No, myślę, że w tej sytuacji, to na pewno - nie dość, że daleko, to jeszcze krzywdzą zawodników. Nawet tych, których na miejscu nie widziano. 

 Ale, miało być o korzyściach, płynących z takich sytuacji. Moim zdaniem - można ich naliczyć niemało. Po pierwsze - zakładka fb, poświęcona orientacji sportowej, zaistniała w pełni jako miejsce wymiany opinii i poglądów. A to zapewne ucieszy i brawurowo spikerującego w Szczecinie Sławka Cyglera - i osoby, którym brak takowego forum doskwierał. Jest tu wprawdzie drobny mankament - aby w pełni korzystać z tego dobrodziejstwa, należy się zapisać do twarzoksiążki, ale nie narzekajmy już za bardzo.

 Po drugie - zupełnie niechcący, nastąpił spektakularny wzrost poziomu wiedzy jurystycznej - przynajmniej w zakresie znajomości reglaminów i przepisów sportowych PZOS. Zakładam bowiem, że zainteresowani zerknęli sobie, jak właściwie może wyglądać przebieg procedury odwoławczej od decyzji sędziów czy komisji - a przy okazji przeczytali, że fair play dotyczy także na przykład penetracji terenu z mapą przed zawodami. Na wszelki wypadek, stosowny pliczek w załączniku.

 Po trzecie wreszcie - jakaż schadenferude dla startujących w tych pośledniejszych konkurencjach orientacji sportowej w Polsce... Tych, którym przestawiają wielokrotnie terminy MP (narty), organizują MP, na których w myśl regulaminów powinno się zdyskwalifikować 85% stawki (precyzja), względnie robią imprezy, o których dowiedzieć się można z trudem na kilka dni przed a same MP odbywają się na kiepskich mapach (rowery). Okazuje się, że w biegach też może coś nawalić! 

 No i korzyść najważniejsza - ileż teraz ciekawych zagadnień do omówienia będą miały stosowne Komisje i Zarząd PZOS. Bo co do tego, że sprawy zostaną rozpatrzone wnikliwie, wnioski wyciągnięte - a odpowiednie działania podjęte, chyba nie mamy wątpliwości?

ZałącznikWielkość
Zasady_organizacji_zawodow_OS_2018.pdf240.97 KB

Komentarze

Odnośnie ostatniego zdania

Odnośnie ostatniego zdania "Bo co do tego, że sprawy zostaną rozpatrzone wnikliwie, wnioski wyciągnięte - a odpowiednie działania podjęte, chyba nie mamy wątpliwości?" - wątpliwości oczywiście są, ani Zarząd PZOS ani Komisja nie ma obowiązku spawą się zająć, o ile nie wpłynie oficjalny protest klubowy zgodnie z p. 20.9. "Zasad organizacji zawodów" PZOS. Warunki do tego, aby sprawa została zamieciona pod dywan są bardzo sprzyjające.